“Najgorszym wrogiem wiedzy nie jest niewiedza, lecz wiedza połowiczna”?, Enrico Fermi, noblista
sierpień 20, 2009 9:22 pm 1 Ciekawe, 7 PozostałeOstatnio w komentarzu nr. 25 pod tym artykułem: Jak znaleźć pracę jako analityk akcji? padł poniższy cytat: “(…) W tym miejscu przypomina mi się anegdota dotycząca rozmowy dwóch analityków giełdowych gdzie jeden mówi do drugiego: “Zaraz Ci wytłumaczę dlaczego mamy spadki”, na co ten drugi odpowiada ” wytłumaczyć to ja też potrafię” (…)”. Cytat ten zmotywował mnie do napisania poniższego wpisu, który jest również nawiązaniem do jednego z cytatów, które umieściłem w zakładce o mnie: Autor
Uważam, że paradoksalnie nie jest wcale tak łatwo wytłumaczyć (zrozumieć) wiele rzeczy które już się wydarzyły:-) A co dopiero umieć przewidzieć, co wydarzy się na tej podstawie w przyszłości.
Jedną z tych rzeczy jest np. zachowanie dynamiki sprzedaży detalicznej w latach 2001/2002, o czym pisałem w zakładce Dane makro (1992/obecnie)
Jakiś czas temu w Parkiecie ukazał się artykuł, gdzie autor wskazywał na bardzo mocne powiązanie, prawie liniowe, dynamiki sprzedaży detalicznej z dynamiką funduszu płac (fundusz płac=liczba miejsc pracy pomnożone przez przeciętne wynagrodzenie).
Na pierwszy rzut oka zależność wydaje sie logiczna. Problem w tym, że autor cytowanego artykułu wyciągnął taki wniosek na podstawie “połowicznej wiedzy”, gdyż dynamika funduszu płac dotyczyła tylko kilku ostatnich kwartałów. Jeżeli zobaczyć na zachowanie dynamiki sprzedaży detalicznej i funduszu płac od 2001 roku, ta zależność nie wydaje się już taka oczywista, żeby nie powiedzieć, że praktycznie nie istniała przez dłuższy czas:
Sprzedaż detaliczna+PKB+fundusz płac
Plik powyżej, zakładka “1. Sprzedaż+PKB+Fundusz płac”. Dane co prawda są dla liczby miejsc pracy liczonej według BAEL w całej gospodarce, ale oddają tendencje zachodzące w danych dla przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób (gdzie pracuje ponad 5 mln osób, czyli 1/3 wszystkich pracujących w Polsce ).
Jak widać na wykresie, w latach 2001/2002 dynamika sprzedaży detalicznej była coraz lepsza chociaż dynamika funduszu płac była coraz gorsza.
Tak naprawdę w latach 2001/2005 nie widać specjalnej zależności pomiędzy dynamiką funduszu płac i dynamiką sprzedaży detalicznej. Jeżeli już coś widać to tylko zależność pomiędzy dynamiką PKB i funduszem płac (ale to oczywista zależność, bo bezrobocie spada i rosną wynagrodzenia jak PKB jest coraz lepsze).
Tak więc wydaje się, że dynamika funduszu płac nie jest kluczowym czynnikiem wpływającym na dynamikę sprzedaży detalicznej, chociaż na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że tak powinno być. Zresztą od trzech miesięcy widać, że dynamika sprzedaży detalicznej zachowuje się znacznie lepiej, niż wynikałoby to z dynamiki funduszu płac (dla danych miesięcznych).
Co w takim razie było czynnikiem wpływającym na sprzedaż detaliczną w 2001/2002? Tak jak pisałem odpowiedź znajduje się w danych w zakładce Dane makro (1992/obecnie) .
Jak widać z powyższego przykładu, jest wiele prawdy w cytowanym stwierdzeniu Enrico Fermi.:-)

sierpień 20th, 2009 at 9:30 pm
A ja znam inną anegdotkę.
Analityk mówi, że będzie spadało bo tak i tak mu wynika z analizy.
Na to inwestorzy – rekiny – twoje słowa przeciw naszej kasie.
;)
” nie widać specjalnej zależności pomiędzy dynamiką funduszu płac i dynamiką sprzedaży detalicznej.”
No cóż, przecież trzeba brac pod uwagę, fakt, ze zalegle zobowiazania trzeba splacac, ze jak “bida” to i za oszczędzanie sie biorą, a nie lecą od raz do Malla na zakupy.
sierpień 20th, 2009 at 9:39 pm
Dobre, ja też tak lubię czasem robić:-)
Co do sprzedaży detalicznej, to właśnie było na odwrót: ludzie mniej zarabiali i mniej ich pracowało (dynamika funduszu płaca spadała) i walili do Malla na zakupy:-) (sprzedaż była coraz większa…)
sierpień 22nd, 2009 at 12:04 pm
Walili do Malla na zakupy bo mieli “discounty”. ;)
Zawsze musisz miec rację? ;)
sierpień 22nd, 2009 at 2:30 pm
To nie kwestia “racji”, bardziej “logicznego myślenia”:-) W inwestowaniu nie obstaję przy moim rozumowaniu, jeżeli ktoś podaje argumenty, które wskazują, że mój tok rozumowania (rozumienia rzeczywistości, która nas otacza) nie ma oparcia w faktach.
Tak naprawdę z całego mojego “arsenału inwestycyjnego” przez te lata, kiedy zajmuję się giełdą, było wiele rzeczy, pomysłów, które nie przetrwały “próby czasu” i zostały obalone przez argumenty innych, albo przez “wyniki inwestycyjne” a raczej ich brak:-)
No ale wracając do argumentów:-) to gdyby ludzie masowo przerzucili się na “dyskonty” to zmniejszyłoby wartość sprzedaży. W dyskontach ceny są niższe niż w tradycyjnych sklepach, np. w sprzedaży produktów żywnościowych jest to około 10%.
A jednak wartość sprzedaży detalicznej była coraz wyższa…:-)
sierpień 22nd, 2009 at 6:07 pm
Tak sobie myślałem o tych “dyskontach” i doszedłem do wniosku, że w jakimś stopniu może to tłumaczyć wyższą sprzedaż, bo GUS w sprzedaży detalicznej nie ujmuje np. małych sklepów osiedlowych.
Jeżeli ludzie jechali do “malla” bo tam były niższe ceny to rzeczywiście w statystykach GUSu sprzedaż detaliczna będzie lepsza.
Jednak takie zachowanie generalnie zawyżałoby sprzedaż detaliczną w każdym kwartale a nie spowodowało formacji “V” tak jak w 2000/2001 roku (czyli raczej “przerzucanie się” na dyskonty następowało liniowo w każdym kwartale). Trudno tłumaczyć to tym, że ludzie nagle postanowili kupować po niższych cenach w I q 2001, kiedy był dołek na sprzedaży (-2,6 /r) i kontynuowali to tylko do I q 2002 (była najlepsza dynamika +6,2% r/r). A potem przestali tak robić (terend boczny na dynamice sprzedaży).
Z tego wynika, że czynnik, który miał wpływ na sprzedaż w 2001/2002 nagle się pojawił, a potem równie nagle znikł i czynnik ten, tak jak pisałem,:-) można znaleźć w Dane makro (1992/obecnie)
sierpień 22nd, 2009 at 8:44 pm
“Panie Michale, Panie Michale – koń mi ustaje” – jak to Zagłoba mówił
Już wyjaśniam – ja myślałem w kategoriach “koni” (potoczna nazwa FW20) i stąd moje “obserwacje” makro ogólne na bazie danych ze sprzedaży w USA, które jak wiadomo największy wplyw na giełdy w sensie makro i na pochodne typu futures posiadają.
Stąd też Mall, a nie supermarket i stad też discounty, czyli rabaty, ktorymi obsypywano amerykanskich konsumentów ostatnio z tego co slyszalem.
Moge sie mylic, bo nie jestem fundamentalistą.
Pan zaś ogólnie, ale o polskich danych widzę pisze, stad – my mistake ;) Pardon.
sierpień 23rd, 2009 at 10:20 am
A to w takim razie “trochę” sie nie zrozumieliśmy:-)