Kiedy EURo w Polsce?

Poniżej linki do 3 artykułów dotyczących kwestii euro w Polsce (dzisiejszy Parkiet z 22 października 2009r.):
Stopy procentowe spadną zanim jeszcze wejdziemy do strefy euro
Kurs nie będzie już zmartwieniem
Zauważymy korzyści ale także koszty wprowadzenia euro

Postanowiłem utworzyć oddzielną zakładkę na temat euro, bo moim zdaniem jest to bardzo ważna kwestia dla polskiej gospodarki. Myślę, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że to właśnie posiadanie złotówki odpowiada za tak dużą cykliczność polskiego PKB (od +7% r/r do 0% r/r) . Jak ważny jest kurs euro dla PKB Polski pisałem tutaj: Dlaczego analiza fundamentalna to klucz do sukcesu cz.2 na przykładzie kwartalnych dynamik kursu euro i PKB Polski oraz tutaj: Wzrost gospodarczy Polski zależy od PKB Niemiec czy może jednak od kursu EUR/PLN?.

Innymi słowy gdyby w Polsce już dawno zostało wprowadzone euro (oczywiście przy rozsądnym poziomie kursu EUR/PLN, nie tak jak na Słowacji po historycznym minimum) PKB Polski zależałoby tylko od krajowego popytu wewnętrznego i wymiany handlowej z innymi państwami strefy euro (obecnie jest to około 70% polskiego eksportu). 
Po prostu PKB nie byłoby “polepszane” gdy kurs euro jest wysoki oraz nie byłoby “zaniżane” gdy kurs euro jest niski.
Z kolei większe wahania PKB powodują też większe zmiany bezrobocia niż wynikałoby to tylko z “cykliczności” polskiej gospodarki.

Np. bezrobocie w latach 1998-2002 nie wzrosłoby z 9% do aż 20%, gdyby w 2001/2002 euro nie spadło z ponad 4 PLN do 3,3 PLN. Oczywiście nie był to jedyny czynnik powodujący tak wysokie bezrobocie, ale moim zdaniem kluczowy obok wyżu demograficznego.
Na temat bezrobocia pisałem tutaj: Jak niskie bezrobocie w Polsce w 2009/2010?

No dobrze, ale ktoś może argumentować, że w obecnym kryzysie słaba złotówka “uratowała” polską gospodarkę przed recesją. Oszem jest to prawda (o czym pisałem w cytowanych artykułach), jest jednak jedno bardzo duże ale, czyli kwestia wysokości PKB, od jakiego rozpocząłby się spadek, ale o tym piszę na końcu po opisaniu paru poniższych spostrzeżeń

Do kwestii opisanych w linkowanych artykułach dodałbym jeszcze poniższe spostrzeżenia:

  1. Przy bardzo niskim kursie euro, jak było np. w 2001 i 2008 roku (dołek euro w okolicach 3,3 PLN) polscy eksporterzy nie tylko mają mniejsze zyski (pisałem o tym tutaj: Czynniki wpływające na kurs walutowy, czyli co decyduje o sile/słabości złotówki cz.1), ale co naważniejsze (i najgorsze) również po prostu tracą rynki zbytu. Przy tak niskim kursie euro nie są w stanie dostarczać produktów po konkurencyjnych cenach, bo koszty są generowane w dużej mierze w Polsce w złotówkach.
    A jeżeli firma straci rynek zbytu, trudno go odzyskać, szczególnie, jeżeli miejsce firmy zajęli już konkurenci.
  2. Zagrożeniem dla Polski jest zarówno niski jak i wysoki kurs euro. Przy niskim kursie euro działa powyższy pkt. 1 a przy wysokim kursie euro, np. 5 lub 6 zł za PLN. tracą po pierwsze importerzy (część z nich po prostu traci płynność i bankrutuje) a po drugie tracą osoby/firmy, które miały kredyt w walucie innej niż PLN. Dlaczego miały kredyty w walucie obcej? Bo nie chciały płacić relatywnie wysokiego oprocentowania w PLN (gdyby euro było w Polsce wcześniej to kredyty byłyby zaciągnięte przy znacznie niższych stopach procentowych po prostu w EURo)
  3. Wahania kursu euro przyczyniają się do inflacji/deflacji, o czym pisałem tutaj: Czynniki wpływające na inflację. Według badań kurs walutowy w Polsce przekłada się z około rocznym opóźnieniem na inflację, co właśnie mamy okazję obserwować: pomimo zncznego spowolnienia inflacja nie spada. Szczyt inflacji wywołany mocnym osłabieniem złotówki pewnie przypadnie na przełom 2009/2010 r.
  4. W całej gospodarce następuje wzrost wynagrodzeń nie spowodowany wzrostem wydajności pracy ale wzrostem wynagrodzeń głównie w sektorach eksportowych (bo te firmy mają większe zyski z osłabienia złotówki). Powoduje to, że pozostałe, nieeksportowe sektory również muszą podnieść pensje, chociaż tak naprawdę nie mogą sobie na to pozwolić, bo nie wzrosła u nich produkcja. A nieuzasadniony wzrost wynagrodzeń obniża zyski wszystkim firmom.
    Innymi słowy w trochę dłuższym terminie firmy jako całość mają mniejsze zyski a skoro nie produkują więcej to część pracowników po prostu traci pracę zwiększając bezrobocie.
    Dlaczego? Bo wzrost wydajności pracy (czyli lepsze wykorzystanie zasobów np. przez nowe inwestycje czy podnoszenie umiejętności przez pracowników) jest jedynym, zdrowym czynnikiem powodującym wzrost wynagrodzeń.
    Skoro firma produkuje więcej bo efektywniej zużywa zasoby (kapitał, praca) to ma większe zyski, a skoro sa większe zyski to może zarówno podnieść wynagrodzenia jak i zatrudniać nowych pracowników. I efekt ten jest oczywiście długoterminowy.
  5. Brak euro w Polsce w dłuższym terminie zmniejsza również polskie PKB. Dlaczego? Bo po pierwsze wiele inwestycji nie zostaje uruchomionych w Polsce, właśnie ze względu na możliwe wachania kursu złotówki a po drugie wiele relacji handlowych nie zostanie nawiązanych z polskimi firmami, bo np. ważna jest zdolność dostarczania produktów i usług przez polskie firmy. A jak widać w powyższym pkt. 1 przy bardzo mocnym umocnieniu złotówki istnieje ryzyko, że polskie firmy nie będą w stanie dostarczyć produktów/usług.

Powyższy pkt 3 (infacja) i 4 (”niezdrowy” wzrost wynagrodzeń) jest kontrargument dla osób, które mówią, że warto osłabiać własną walutę w celu pobudzenia eksportu. Owszem w krótszym terminie eksport wzrośnie, ale w trochę dłuższym terminie zyski zostaną “pożarte” przez wyższą inflację i wyższe wynagrodzenia a w konsekwencji zwiększy to oczywiście również bezrobocie.

Kiedy euro powinno być wprowadzone w Polsce?

Myślę, że euro powinno być jak najszybciej wprowadzone w Polsce.

Po pierwsze w obecnej sytuacji gospodarczej na świecie ponowne mocne umocnienie złotówki byłoby “zabójcze” dla naszej gospodarki.

Po drugie mielibyśmy znacznie niższe stopy procentowe: Euribor 3 M (obecnie 0,73%!), Wibor 3 M (obecnie 4,17%).
Z jednej strony znacznie ułatwiłoby to akcję kredytową a z drugiej strony wyeliminowałoby zagrożenie znacznego wzrostu oprocentowania kredytów złotówkowych w kolejnych kwartałach, co jest możliwe jeżeli inflacja nadal będzie sie utrzymywała na relatywnie wysokim poziomie (efekt osłabienia złotówki oraz odbicie PKB typu “V”: Giełda i PKB (1996/2010))

Pozostaje jeszcze kwestia argumentu, że obecnie słaba złotówka “uratowała” polską gospodarkę przed recesją. Oczywiście jest to prawda, ale problem w tym, że gdyby euro było w Polsce już od paru lat, to co roku PKB byłoby pewnie wyższe o 1 czy 2 pkt %. To spowodowałoby np. że bezrobocie spadłoby w minimum nie do 8,5%, ale np. do 5%. 
A skoro PKB byłoby co roku wyższe to i pewnie przy tak niskim bezrobociu wynagrodzenia też znacznie mocniej by wzrosły. 

Z tego wynika, że w obecnym spowolnieniu po prostu zarówno PKB jak i zatrudnienie miałoby z czego spadać i okazałoby się prawdopodobnie,że po “recesyjnym” spadku jesteśmy i tak na lepszych poziomach niż obecnie, kiedy nie ma “recesji”.

Zmotywowany pierwszym komentarzem:-) pod tym wpisem postanowiłem zrobić prostą symulację, co by było gdyby Polska przyjęła euro np. w 2004 roku:
Czy Polska mogłaby pozwolić sobie na recesję gdyby wcześniej miała EURo…
Oczywiste jest, że euro zwiększyłoby coroczną dynamikę PKB i efekt ten mógłby być bardzo ciekawy… np. przy założeniu, że co roku od 2004 roku PKB byłoby wyższe o +1%, w 2009 r. w Polsce mogłaby być recesja -3,2% i pomimo spadku, PKB w 2009 również wyniosłoby 1290 mld PLN (penie tyle będzie w 2009).
Jescze ciekawiej wygląda symulacja, jezeli założyć PKB wyższe co roku o +2%… PKB w 2009 mogłoby spaść nawet o -7,6% i nadal PKB byłoby takie, jak pewnie będzie w tym roku przy wzroście polskiej gospodarki o +1,7% r/r (1290 mld PLN).
Innymi słowy gdybyśmy mieli euro od 2004 i hipotetyczna recesja w 2009 w Polsce była tylko np. -4% r/r (co jestem w stanie sobie wyobrazić ze względu na duży rynek wewnętrzny) to i tak “przeciętny” Polak byłby bogatszy, bo PKB wyniosłoby wtedy 1341 mld PLN (czyli 4% więcej niż obecnie, bo 1341/1290-1=4%).
Oczywiście  również bezrobocie nie byłoby wtedy obecne 11%, ale np. 10% (bo dołek na bezrobociu byłby znacznie niżej niż na jesieni 2008).

Z tego wynia też wniosek, że każdy rok opóźnienia wprowadzenia euro w Polsce powoduje ten sam efekt relatywnie gorszego PKB w Polsce w każdym kolejnym roku… Niestety

14 Responses

  1. Karol Says:

    Wprowadzenie euro w Polsce parę lat przed kryzysem = niższe stopy kredytów hipotecznych – zgadzam się w 100%
    Ale to by spowodowało WIĘKSZĄ „bańkę” na rynku nieruchomości – to chyba jasne co ?
    No i skończylibyśmy jak Łotwa …
    Niech kolega obejrzy sobie wibor 3M ze szczególnym uwzględnieniem roku 2007 kiedy prezio w NBP się zmienił i sam wyciągnie wnioski co by było gdyby …… ktoś nie zaciągnął nam hamulca ręcznego na ROK PRZED KRYZYSEM !
    Tanie kredyty są przyczyną obecnego kryzysu i ich zachwalanie uważam za nietaktowne w roku 2009 gdy już widzimy co kto i jak.
    tani kredyt = niskie oprocentowanie lokat = niskie oszczędności = PUSTY PIENIĄDZ
    Czy kolega nie uważa, że cenę pieniądza powinien wyznaczać rynek a nie bank centralny ? Podaż to oszczędności, a popyt to kredyty i rynek nam by ustalił RYNKOWĄ wartość %. Manipulowanie stopami to taka komuna przełomu XX/XXI wieku, dawne centralne sterowanie. Związki zawodowe chcą państwowej regulacji płac a finansjera państwowych stóp procentowych – IDENTYCZNY BOLSZEWIZM.

  2. xxx Says:

    Zgadzam się w 100% z przedmówcą. Pan się martwi tymi którzy zaciągnęli kredyty w innych walutach. Wg mnie niepotrzebnie, ponieważ kredyty powinno się brać w walucie w której się zarabia i kropka.

    Tańszy kredyt = łotwa, tak by niestety było.

  3. Michał Stopka Says:

    Lubię takie konstruktywne komentarze:-)

    @”Wprowadzenie euro w Polsce parę lat przed kryzysem = niższe stopy kredytów hipotecznych – zgadzam się w 100%
    Ale to by spowodowało WIĘKSZĄ „bańkę” na rynku nieruchomości – to chyba jasne co ?”

    Może tak a może i nie… Bo jak wytłumaczyć fakt, że m2 mieszkania w Warszawie w szczycie boomu na rynku nieruchomości kosztował więcej niż np. w Berlinie?

    Po pierwsze proszę pamiętać, że i tak 70% kredytów hipotecznych była udzielana w CHF, gdzie oprocentowanie było jeszcze niższe niż w Euro. Jeżeli ktoś chciał kupić mieszkanie to i tak je kupił, z tym, że mamy teraz kolejną “tykającą bombę” w obcych walutach bo podobnie w walutach obcych zadłużyło się wiele firm. Obecnie kredyty osób indywidualnych i firm w walutach obcych to około 250 mld zł (około 35% kredytów), czyli około 20% PKB… A co się stanie, jeżeli na świecie za jakiś czas będzie kolejna odsłona kryzysu i CHF będzie po 4 PLN a Euro po 6? (nie mówiąć już, że wiele osób ma teraz do spłacenia więcej kredytu w walucie obcej niż na początku, chociaż już od jakiegoś czasu spłaca raty kredytu)

    Po drugie proszę też zauważyć, że ceny nieruchomości nie mogą rosnąć w nieskończoność, bo ogranicza je zdolność kredytowa Polaków. A ta z kolei zależy od wysokości wynagrodzeń. Wydaje mi się, że szczyt na cenach nieruchomości w dużym stopniu został osiągnięty w 2007/2008 również z tego powodu, że coraz mniejszą część Polaków było po prostu stać na kredyt mieszkaniowy (przestali mieć zdolność kredytową). Więc “bombel” na rynku nieruchomości tak czy tak został zrobiony.
    Zresztą ostatnio sprzedają się tylko praktycznie małe mieszkani, bo mało kogo stać na np. 100 m2 mieszkania za kredyt w wysokości 1 mln PLN.

    Po trzecie jeżeli ktoś wziął kredyt w złotówkach, to przez to, że w PLN oprocentowanie jest znacznie wyższe niż w np. w CHF, ładnych parę lat będzie musiał pracować “za frico” aby spłacić wyższe odsetki w PLN (różnica paru pkt.% w oprocentowaniu oznacza dodatkowo nominalnie większe odsetki w sumie o wartości kilkudziesięciu procent kredytowanej nieruchomości).
    Oczywiście z drugiej strony mamy osoby zadłużone w walucie obcej, czego nie “stracili” na oprocentowaniu, stracili na osłabieniu złotówki. Więc i tak i tak posiadanie złotówki okazało się znacznie “droższym” rozwiązaniem.

    @No i skończylibyśmy jak Łotwa …

    Moim zdaniem nie skończyliśmy jak Łotwa głównie dlatego, że my mamy duży rynek wewnętrzny a oni nie.

    Po drugie na Łotwę napłynęła masa petrodolarów od oligarchów rosyjskich. Jak ceny ropy się załamały, kasa się skończyła to i gospodarka łotewska padła.

    Oczywiście u nas zadziałało też osłabienie złotówki o czym pisałem na moim blogu w marcu 2009: Wzrost gospodarczy Polski zależy od PKB Niemiec czy może jednak od kursu EUR/PLN?
    Problem w tym, co opisałem w ostatnich dwóch akapitach powyższego artykułu, czyli że w 2009 r. pewnie mielibyśmy recesję, ale byłaby ona ze znacznie wyższego poziomu PKB oraz niższego poziomu bezrobocia. Zresztą Pana komentarz “zmotywował mnie” do policzenia kilku rzeczy, dzięki czemu na koniec wpisu dodałem plik excel i dopisałem ciekawy dla mnie wniosek, zapraszam do zapoznania się z tym dodatkiem:-)

    @”Tanie kredyty są przyczyną obecnego kryzysu i ich zachwalanie uważam za nietaktowne w roku 2009 gdy już widzimy co kto i jak.
    tani kredyt = niskie oprocentowanie lokat = niskie oszczędności = PUSTY PIENIĄDZ”

    Jak najbardziej zgadzam się w 200%, że pusty pieniądz jest (również) przyczyną obecnego kryzysu, ale… to już całkiem odrębna kwestia i temat na inny artykuł. Zresztą w tej kwestii przytoczyłbym wypowiedź Churchila o demokracji: “Demokracja nie jest systemem doskonałym, ale jak dotąd nie wymyślono nic lepszego”. Podobnie myślę, że jest z kapitalizmem i kredytami (warto przytoczyć tutaj ten artykuł: Warto widzieć świat takim jakim jest czy takim, jakim chcielibyśmy aby był?). Jeżeli masz lepszy pomysł do zastosowania w otaczającym nas świecie chętnie posłucham:-)

    Tak jak pisałem w powyższych trzech argumentach ten pusty pieniądz i tak został wpompowany w Polską gospodarkę i nie za bardzo jestem przekonany, że “tykająca bomba” kredytów walutowych jest czymś lepszym niż posiadanie wcześniej Euro w Polsce. Tym bardziej, że z perspektywy czasu widać, że koszt tego jest znacznie wyższy (wyższe odsetki w PLN lub strata kapitałowa z osłabienia złotówki)

  4. admin Says:

    @”Zgadzam się w 100% z przedmówcą. Pan się martwi tymi którzy zaciągnęli kredyty w innych walutach. Wg mnie niepotrzebnie, ponieważ kredyty powinno się brać w walucie w której się zarabia i kropka.”

    Bardzo słuszna uwaga, słuszna w 105%. Tylko:

    a) Ja lubię opisywać świat takim jakim jest (a przynajmniej taki świat jak mi się wydaje, że jest) a nie takim jakim chciałbym aby był.
    Stąd też moje propozycje rozwiązań nie są wirtualne ale praktycne i możliwe do wprowadzenia w życie (a nie życzeniowe)

    b)Jakimś dziwnym trafem 70% kredytów zostało zaciągniętych w niskooporcentowanym CHF… Stąd też wolałbym aby Polacy zarabiali w EURo i dzięki temu zadłużali się w tej same walucie w której zarabiają

    c) Jak myślisz, jeżeli oprocentowanie w PLN pójdzie np. na 10%, to w jakiej walucie Polacy będą się nadale zadłużali?

    d) Wolałbym aby moi znajomi, którzy teraz zaciągają kredyt mieszkaniowy nie musieli płacić np. 7% oprocentowania w PLN, ale np. 3% w EURo. Oprocentoawnie 7% na 30 lat dla kredytu w wysokości 500 tyś. zł daje odsetki w wysokości około kolejnych 500 tyś. zł, natomiast dla oprocentowania 3% to odsetki w wysokości około 150 tyś. zł. Naprawdę uważasz, że warto aby Polacy płacili te miliardy odsetek więcej niż gdybyśmy mieli euro?

    e) Zresztą prawdę powiedziawszy posiadanie własnej waluty i własnego banku centralnego w kraju tak małym i z tak otwartą gospodarką (40% to import/eksport) mija się trochę z sensem istniani banku centralnego. Po prostu jakąkolwiek politykę monetarną rozjeżdzają wahania kursu złotówki i jej wpływ na PKB Polski Nasza RPP po prostu niewiele może.

    f) Pomijam już kwestie kompetencji i doboru kandydatów. Pewnie za parę miesięcy będziemy mogli obserwować kolejną “szopkę” z wyborem nowych członków do RPP. To ja już wolę, aby polityka pieniężna była ustalana poza granicami Polski, bo jak nie ma kompetentnych osób, to bardzo łatwo można coś “zepuć”…

    g) Obym się mylił, ale jeżeli w 2011/2012 przyjdzie kolejna fala kryzysu, to lepiej mieć niższe czy wyższe stopy procentowe w Polsce??? I lepiej mieć euro czy PLN w Polsce?
    Bo przecież:
    1) państwa na świecie nie mogą i nie są w stanie dalej się zadłużać w kolejnych latach więc nie będą dalej zwiększały PKB
    2) mało tego, trzeba będzie podnieść podatki, aby oddać długi z 2008/2009/2010 roku
    3) a osoby indywidualne i firmy skończyły prawdopodobnie dwudziestoleni cykl zadłużania się i nie będą dalej zadłużały się a raczej będą spłacały kredyty…(bo ani nie mogą, ani nie chcą, ani nikt im nie chce udzielać kredytów)
    Zobacz co wydarzyło się w Japonii po 1989 r., jak u nich pękł “bombel” kredytowy…

    Bardzo chciałbym abym się mylił co do tych 3 czynników:-(

  5. Karol Says:

    Gdy WIBOR był podnoszony za prezesury Skrzypka to równolegle była też prowadzona kampania żeby ograniczyć kredyty w walutach za pomocą większych wymagań zarobkowych. Jak widać się nie udało i większość kredytów poszła w walucie zagranicznej – ale było to WBREW władzy. Sam byłem zbulwersowany czemu ten moher zabrania nam brać tańszych kredytów – dziś jestem mądrzejszy ale po fakcie, a oni wiedzieli przed!

    „Może tak a może i nie… Bo jak wytłumaczyć fakt, że m2 mieszkania w Warszawie w szczycie boomu na rynku nieruchomości kosztował więcej niż np. w Berlinie?”

    Sorry ale to zdanie jest błędne logicznie i zaryzykował bym stwierdzenie, że nie na temat. Gdybym napisał, dolanie większej ilości oliwy do ognia spowoduje powstanie większego płomienia. A dostał bym odpowiedź, Może tak a może i nie bo jak wytłumaczyć fakt że płomień był większy niż w zniczu olimpijskim?

    Dokonałeś zmiany ostrego stwierdzenia na bazie którego można wnioskować na jakieś nieostre „coś”. To jest erystyka w czystej postaci.

    Ale wytłumaczę ten fakt – w Berlinie w tym czasie nie było szczytu bańki spekulacyjnej gdyż był on gdzieś indziej ze względu na obiektywne fakty.

    Dobra odpowiedź ?

    Mniejszy WIBOR = większa bańka (USA są dobrym przykładem z ich 1%.), jeżeli nie jesteś w stanie przyjąć tak prostego zdania to mogę tylko pogratulować tym którzy dokonali tak ścisłego programowania. Przypomina mi się partyjny „czarnobiał” z roku 1984 Orwella.
    „A co się stanie, jeżeli na świecie za jakiś czas będzie kolejna odsłona kryzysu i CHF będzie po 4 PLN a Euro po 6?”
    Odpowiem cytatem:
    „Będziesz pożyczał wielu narodom, a sam od nikogo nie będziesz pożyczał; będziesz panował nad wielu narodami, a one nad tobą nie zapanują.” (wg Biblii Tysiąclecia)
    Pewne, rzeczy są oczywiste od wielu 1000 lat, zadłużyli się na lichwę u obcych ? Ja wiem, że to takie „nie rynkowe” ten „nacjonalizmus”, ale konsekwencje są takie same jak 2000 lat temu – NIEWOLA.

    „Po drugie proszę też zauważyć, że ceny nieruchomości nie mogą rosnąć w nieskończoność, bo ogranicza je zdolność kredytowa Polaków.” Bzdura, w ekonomii pieniądza fiducjarnego praktycznie WSZYSTKO rośnie w nieskończoność (a potem się zera obcina). W krótkim horyzoncie jest to truizm taki jak np. „Po suszy zawsze pada”. Do tego zdanie nie na temat.

    Niestety kolega zawarł tyle oczywiście błędnych zdań że nie jestem w stanie sprostować wszystkiego, ale jeszcze jedno chciał bym wyjaśnić.

    KOSZT KREDYTU CHIPOTECZNEGO MOŻEMY OCENIĆ JEDYNIE POST FACTUM

    Wynika to z tego, że kluczowym elementem jest inflacja której nie znamy – wszelkie udowadnianie, że: „kredyty w CHF jest obiektywnie tańszy” to bzdury i dyskusja na poziomie ekonomicznego przedszkola.

    Pozdrawiam i przepraszam za ostre słowa – prawda nigdy nie jest przyjemna.

  6. Michał Stopka Says:

    Witam: -)
    Ja lubię prawdę, tyle że prawdę definiuję jako „rozmowa o faktach, liczbach”. Proszę nie mylić faktów z opiniami.

    @ “Niestety kolega zawarł tyle oczywiście błędnych zdań że nie jestem w stanie sprostować wszystkiego, ale jeszcze jedno chciał bym wyjaśnić.”
    Bardzo proszę o sprostowanie “oczywiście błędnych zdań” bo takie stwierdzenie wygląda mi na raczej na “manipulację” a nie na rozmowę o faktach. Proszę wskazać “brak logiki w argumentach czy też błędne fakty czy liczby” to będę się mógł do tego ustosunkować (może przy okazji się czegoś nauczę i przyznam, że napisałem bzdurę). Ale po kolei:

    @ “Gdy WIBOR był podnoszony za prezesury Skrzypka to równolegle była też prowadzona kampania żeby ograniczyć kredyty w walutach za pomocą większych wymagań zarobkowych. Jak widać się nie udało i większość kredytów poszła w walucie zagranicznej – ale było to WBREW władzy. Sam byłem zbulwersowany czemu ten moher zabrania nam brać tańszych kredytów – dziś jestem mądrzejszy ale po fakcie, a oni wiedzieli przed!”

    Stąd mój powyższy komentarz 4a i 4f. Fajnie by było gdyby ludzie, RPP czy banki były bardziej rozsądne (kompetentne), ale to myślenie życzeniowe. Tak nie było i nie będzie, taka już ludzka natura. Wystarczy zobaczyć na giełdę. Od dawno wiadomo, że nie powinno się “spekulować” tylko inwestować i co z tego?
    Stąd też moja teoria, że gdyby było euro problem ryzyka CHF i ryzyka walutowego zniknąłby sam z siebie.

    @ “Sorry ale to zdanie jest błędne logicznie i zaryzykował bym stwierdzenie, że nie na temat. Gdybym napisał, dolanie większej ilości oliwy do ognia spowoduje powstanie większego płomienia. A dostał bym odpowiedź, Może tak a może i nie bo jak wytłumaczyć fakt że płomień był większy niż w zniczu olimpijskim?”

    Widzę już w czym się różnimy. Ja uważam, że na rynku nieruchomości nie mieliśmy do czynienia “ze zniczem olimpijskim” ale z “pożarem lasu”. A jak już masz pożar, to dolanie „oliwy” pewnie zwiększa pożar, ale pytanie o ile %, czyli jak bardzo w stosunku do stanu początkowego?
    Nałóż sobie udzielane kredyty mieszkaniowe i ceny mieszkań. Dopóki nie było kredytów ceny mieszkań nie rosły. Jak zaczęto od 2004 udzielać kredytów mieszkaniowych coraz więcej to i ceny stopniowo szły do góry (razem z coraz większą liczbą i wartością udzielanych kredytów co miesiąc, w szczycie udzielano miesięcznie kredyty mieszkaniowe o wartości prawie 4 mld PLN ).
    Tak było aż do II połowy 2008, kiedy akcja kredytowa prawie „zamarła” i w efekcie na rynku mieszkań „tąpnęło”.
    Od II kwartału 2009 kredyty znowu stopniowo ruszyły to i na rynku nieruchomości się ruszyło.

    @ „Ale wytłumaczę ten fakt – w Berlinie w tym czasie nie było szczytu bańki spekulacyjnej gdyż był on gdzieś indziej ze względu na obiektywne fakty.”

    No jak, przecież w Berlinie było euro i bardzo niskie stopy procentowe, to przecież powinna być jeszcze większa bańka niż w Polsce (zgodnie z teorią), bo przecież u nas była złotówka…

    Moja odpowiedź jest taka (oczywiście mogę się mylić): W Berlinie rynek był zrównoważony, popyt na mieszkania i podaż od dawna w miarę się równoważą.

    Natomiast w Polsce nagle pojawił się duży popyt, którego nie było wcześniej (głównie akcja kredytowa w połączeniu z wyżem demograficznym z lat 70-tych/80-tych) a po stronie podaży nie było wybodowanych mieszkań. Stąd podstawy podręcznika z ekonomii: duży popyt, mała podaż i mamy wzrost cen o 200 % w dwa lata.

    W kolejnych latach, moim zdaniem, już nie będzie takiego wzrostu cen mieszkań bo podaż mieszkań dogoniła popyt (+ „na półkach” gotowe projetky do uruchomienia) a po drugie znaczna część wyżu demograficznego już zaspokoiła swoje potrzeby.

    A w takiej sytuacji historycznie pewnie niewiele by zmieniły kredyty w euro w Polsce, bo jak pisałem Polacy znaleźli sobie CHF (chociaż obecnie pewnie tak, bo na razie wszystkie kredyty są udzielane w PLN przy 7/8%, więc znacznie mniej osób ma zdolnośc kredytową przy takim oprocentowaniu).

    @ „Będziesz pożyczał wielu narodom, a sam od nikogo nie będziesz pożyczał; będziesz panował nad wielu narodami, a one nad tobą nie zapanują.” (wg Biblii Tysiąclecia)”

    No i dla takich komentarzy warto pisać bloga: -) Bardzo ciekawy cytat i zarazem smutny. Oddający sedno problemu. Szkoda tylko, że chociaż ja się nie zadłużam, to będę się musiał dołożyć do tych, co się zadłużali, bo mi podniosa podatki.

    @ „Po drugie proszę też zauważyć, że ceny nieruchomości nie mogą rosnąć w nieskończoność, bo ogranicza je zdolność kredytowa Polaków.” Bzdura, w ekonomii pieniądza fiducjarnego praktycznie WSZYSTKO rośnie w nieskończoność (a potem się zera obcina). W krótkim horyzoncie jest to truizm taki jak np. „Po suszy zawsze pada”. Do tego zdanie nie na temat.”

    a) Jak to zdanie nie na temat??? Postawił Pan tezę, że ceny nieruchomości przy euro w Polsce wywindowałyby ceny nieruchomości znacznie wyżej niż to było w 2007/2008.
    Zdolność kredytowa to kluczowy parametr. Obecnie przez to, że kredyty są udzielane głównie w PLN to przy 7%, dużą zdolność kredytową ma niewielka część społeczeństwa, stąd też duże mieszkania po wyoskie kilkaset tysięcy złotych prawie się nie sprzedają.

    @ „Bzdura, w ekonomii pieniądza fiducjarnego praktycznie WSZYSTKO rośnie w nieskończoność (a potem się zera obcina).”

    Zanim „wszystko urośnie w nieskończoność” najpierw musi te pieniądze ktoś dostać. Proszę zauważyć, że mówimy o kredycie hipotecznym a nie konsumpcyjnym. A żeby dostać pieniądze musi być zdolność kredytowa. A do tego potrzebaby poczekać pewnie jakieś 2 lata, zanim wynagrodzenia w Polsce urosną o kilkanaście procent. I Polacy powiększą sobie zdolność kredytową.

    @ „KOSZT KREDYTU CHIPOTECZNEGO MOŻEMY OCENIĆ JEDYNIE POST FACTUM
    Wynika to z tego, że kluczowym elementem jest inflacja której nie znamy – wszelkie udowadnianie, że: „kredyty w CHF jest obiektywnie tańszy” to bzdury i dyskusja na poziomie ekonomicznego przedszkola.”

    Nie wiem co Pan potrzebuje do oceny, czy kredyt jest tańszy czy droższy, mi wystarczy oprocentowanie… Jak oprocentowanie jest niższe kredyt jest tańszy a jak wyższe to kredyt jest droższy.

    No chyba nie nie stawia Pan tezy, że kredyt w USD, CHF czy EUR jest (i bedzie) droższy niż w PLN w najbliższych latach???

    Pozdrawiam i mam nadzieję, że rozwiałem wątpliwości

  7. Karol Says:

    Nie do końca się rozumiemy i kilka spraw chciałbym wyjaśnić.

    Pierwsza sprawa to ryzyko walutowe – nie jestem wcale pewien czy jak wprowadzimy Euro ryzyko zniknie, raczej się rozłoży na cały naród a nie tylko osoby zadłużone w walutach. Oczywiście ryzyka kursowego nie będzie, ale czy naprawdę będziemy wolni od tego problemu, że zadłużymy się u obcych ? Zwróć uwagę na to kiedy powstał ten cytat z Biblii wtedy też nie było ryzyka kursowego gdyż pieniądz był kruszcowy.

    I teraz załóżmy, że mamy Euro, mamy kryzys oraz jesteśmy mocno zadłużeni zewnętrznie właśnie w Euro. I co się stanie gdy zagraniczni wierzyciele spakują naszą walutę w walizki i wywiozą za granicę ? Możemy zostać pozbawieni środka płatniczego ! Oczywiście nie w 100% , to tak jak z organizmem ludzkim nie musisz stracić 100% procent krwi, żeby poczuć się naprawdę źle, wystarczy kilka – kilkanaście %.

    Możesz rozważyć taki scenariusz ? polegający na wyssaniu kilku % środka płatniczego z gospodarki.

    Druga sprawa to ceny nieruchomości w Berlinie, otóż bodajże Friedman porównał kiedyś druk pustego pieniądza do alkoholizmu. Myślę, że Niemcy stopniowo byli przyzwyczajani do niskich stóp procentowych, a nie jak my skokowo – to radykalne zmiany powodują „bańki”.

    „Postawił Pan tezę, że ceny nieruchomości przy euro w Polsce wywindowałyby ceny nieruchomości znacznie wyżej niż to było w 2007/2008.”
    Po pierwsze postawiłem tezę, że przy niższych stopach procentowych „bańka” w PL była by większa. Zdolność kredytowa była by większa (niższa rata), to i kredytów było by więcej i „bańka” była by większa. Piszę to już 3 raz niższy WIBOR= większa bańka, koniec kropka.

    Oczywiście jak ceny są już wywindowane w kosmos i powinny spaść, a wtedy obniżymy oprocentowanie do poziomu inflacji lub nawet poniżej to uzyskamy inne rezultaty (cokolwiek nieprzewidywalne), dziś w PL to przerabiamy.

    „Nie wiem co Pan potrzebuje do oceny, czy kredyt jest tańszy czy droższy, mi wystarczy oprocentowanie… Jak oprocentowanie jest niższe kredyt jest tańszy a jak wyższe to kredyt jest droższy.

    No chyba nie nie stawia Pan tezy, że kredyt w USD, CHF czy EUR jest (i bedzie) droższy niż w PLN w najbliższych latach???”

    Zupełnie się nie rozumiemy, ja liczę koszt kredytu tak (pomijam marże)
    LIBOR – inflacja w Szwajcarii = % koszt kredytu CHF

    Czyli dziś kredyt w PLN według moich obliczeń wygląda mniej więcej tak:

    WIBOR 4% + marża banku 1% – inflacja 4,5% (za 2008 rok) = 1,5% rocznie koszt kapitału

    Dla JPY z tego co wiem inflacja za ostatnie 10 lat = 0% !

    Tak więc przy marży 2% i nawet stopie 0% kredyt w JPY BYŁ by droższy o ile oczywiście inflacja utrzyma się na poziomie 0% ! – a tego nie wiemy

    A co jak Szwajcarzy trzasną sobie deflację na poziomie 2% rocznie ? Przecież to nie problem …jak ma się tyle kasy i banków.

    Bez inflacji ni jak nie da się policzyć kosztu hipoteki – a ją znamy po fakcie.

    A tak na koniec, skoro mamy non stop inflację przy wzroście PKB – znaczy się że banki centralne co roku dodrukowują (elektronicznie lub fizycznie) kilka % bazy monetarnej. Jak będziemy w strefie Euro to kto będzie wykonywał ten dodruk i czerpał z tego korzyści ? Bo dziś robi to NBP i co jakiś czas zasila NASZ budżet.

  8. Michał Stopka Says:

    Witam serdecznie”-)

    @ “Pierwsza sprawa to ryzyko walutowe – nie jestem wcale pewien czy jak wprowadzimy Euro ryzyko zniknie, raczej się rozłoży na cały naród a nie tylko osoby zadłużone w walutach. Oczywiście ryzyka kursowego nie będzie, ale czy naprawdę będziemy wolni od tego problemu, że zadłużymy się u obcych ? Zwróć uwagę na to kiedy powstał ten cytat z Biblii wtedy też nie było ryzyka kursowego gdyż pieniądz był kruszcowy.

    No bo ten cytat dotyczy wogóle zadłużania się. Nieważne czy EUR/PLN/USD. Zresztą jest to jeden z powodów, dlaczego ludzie są biedni na świecie, pisałem o tym tutaj: Inwestowanie na giełdzie a książka “Kwadrant przepływu pieniędzy” czyli lepiej być praconikiem, samozatrudnionym, właścicielem biznesu czy inwestorem?

    @ I teraz załóżmy, że mamy Euro, mamy kryzys oraz jesteśmy mocno zadłużeni zewnętrznie właśnie w Euro. I co się stanie gdy zagraniczni wierzyciele spakują naszą walutę w walizki i wywiozą za granicę ? Możemy zostać pozbawieni środka płatniczego ! Oczywiście nie w 100% , to tak jak z organizmem ludzkim nie musisz stracić 100% procent krwi, żeby poczuć się naprawdę źle, wystarczy kilka – kilkanaście %.”

    Posiadanie euro nie różni się niczym od posidania PLN. Bo z tego, co Pan pisze wynikałoby, że jeżeli ktoś bierze kredyt w PLN np. w Warszawie, to przez to ktoś inny nie dostanie kredytu w PLN w Krakowie, bo pieniądze “odpłynęły” do Warszawy. Ta opinia nie ma sensu.
    Każdy bank może “wydrukować” prawie nieograniczoną liczbę PLN/EUR (udzielić kredytów). Ponadto przecież kredyty udzielają banki, które mają placówki na terenie Polski. A one dalej będą w Polsce, tylko zamiast używania znaku PLN beda używały znaku EUR w swoich operacjach.

    Mało tego, jestem sobie w stanie wyobrazić, że Polacy na tym zyskają, bo będzie większa konkurencja. Np. wezmę kredyt w banku niemieckim, który zaoferuje mi mniejszą prowizję od kredytu mieszkaniowego. A dzięki temu inne banki w Polsce też będą musiały obniżyć prowizje.

    @ “Zupełnie się nie rozumiemy, ja liczę koszt kredytu tak (pomijam marże)
    LIBOR – inflacja w Szwajcarii = % koszt kredytu CHF

    Czyli dziś kredyt w PLN według moich obliczeń wygląda mniej więcej tak:

    WIBOR 4% + marża banku 1% – inflacja 4,5% (za 2008 rok) = 1,5% rocznie koszt kapitału

    Dla JPY z tego co wiem inflacja za ostatnie 10 lat = 0% !

    Tak więc przy marży 2% i nawet stopie 0% kredyt w JPY BYŁ by droższy o ile oczywiście inflacja utrzyma się na poziomie 0% ! – a tego nie wiemy”

    Rzeczywiście już widzę co miał Pan na myśli i to ma sens.
    Z tym, że jest tutaj jedno sprawa dotycząca rzeczywistości, którą warto zaznaczyć. Od strony teoretycznej tak to wygląda, ale generalnie w państwie, gdzie jest wyższa inflacja (a pewnie tak będzie w Polsce w kolejnych latach przy PLN) wzrosty wynagrodzeń mogą nie nadążyć za inflacją.
    A to oznacza, że i owszem, tak jak Pan policzył, po uwzględnieniu oprocentowania kredytu i inflacji rzeczywiście w JPY oprocentowanie jest realnie trochę wyższe, ale jeżeli wzrost przeciętnego wynagrodzenia nie nadąży za inflacją (jak to jest ostatnio w Polsce) to przeciętny Polak musi zapłacić “realnie” więcej za kredyt niż np. Japończyk.
    Innyni słowy trzebaby odjąć zamiast tych 4,5% inflacji jak Pan pisał, dynamikę wynagrodzeń.

    @ “A tak na koniec, skoro mamy non stop inflację przy wzroście PKB – znaczy się że banki centralne co roku dodrukowują (elektronicznie lub fizycznie) kilka % bazy monetarnej. Jak będziemy w strefie Euro to kto będzie wykonywał ten dodruk i czerpał z tego korzyści ? Bo dziś robi to NBP i co jakiś czas zasila NASZ budżet.”

    Fizycznie pieniądze drukuje Mennica notowana na GPW, więc jej akcjonariusze i tak na tym zarobią, bo będzie na nowo “drukowany” pieniądz w Polsce (EURo)

    Natomiast co do NBP i zasilania naszego budżetu, trzebaby sprawdzić jak to wygląda w praktyce, bo przecież prezesi banków poszczególnych państw ze sterfy EURo głosują na temat stóp procentowych w Europie. W przyszłości również prezes obecnego NBP będzie brał udział w takim głosowaniu.
    Myślę, że również znaczna część zysku, który do tej pory generował NBP (o ile pamiętam NBP zaczął być zyskowny za kadencji Leszka Balcerowicza) pozostanie w gestii polskiego budżetu, ale jak pisałem trzebaby to sprawdzić.

  9. Karol Says:

    Straaaaaaaasznie się rozmijamy, w tym co piszemy, a już najbardziej to w przypadku mennicy. Załóżmy że wydrukowanie 100 zł kosztuje 1 zł z czego 40 gr to czysty zysk mennicy. Ja nie pisałem o tych 40 gr bo to jest szczegół, chodziło mi o pozostałe 99 zł. Z tego co wiem dodatkowe eurosy do obiegu są wpuszczane prze EBC ? I to oni kasują te 99% zysku z tego procederu ? Przypominam, iż chodzi mi o DOATKOWE eurosy które będą dodawane już po przejściu Polski na tą walutę.

    Wprowadzając do „równania” mennicę znowu otrzymaliśmy zwiększenie stopnia skomplikowania zagadnienia – co nie jest moim celem.

    Tak więc powtórzę pytanie:

    Jaka instytucja będzie wprowadzać do obiegu nowy pieniądz jakim będzie Euro ? (do czyjej kiesy będzie wpływał podatek inflacyjny)

    „Posiadanie euro nie różni się niczym od posidania PLN. Bo z tego, co Pan pisze wynikałoby, że jeżeli ktoś bierze kredyt w PLN np. w Warszawie, to przez to ktoś inny nie dostanie kredytu w PLN w Krakowie, bo pieniądze “odpłynęły” do Warszawy. Ta opinia nie ma sensu.”
    I znowu poprzez wprowadzenie słowa „kredyt” sprawa została skomplikowana, to może jeszcze wprowadzimy do tego tematu opcje ? Proszę wyobrazić sobie sytuację w której mamy kilka osób i one nawzajem między sobą zamiast pieniądza wymieniają się muszelkami (nie ma możliwości zwiększenia liczby muszelek). I jedna z tych osób zaczyna swoje muszelki niszczyć.

    Pieniądz pełni funkcję cyrkulacyjną jak krew i zmniejszenie jego ilości może zaburzyć procesy gospodarcze – przecież to jest oczywiste.

    Eurosów sobie nie dodrukujemy – nie muszę chyba tłumaczyć czemu ?

    Jeszcze inaczej, czy mogę poprosić o wytłumaczenie czemu jak złotówka jakiś rok temu zaliczała absolutne doły i frank był niemożebnie drogi dostanie kredytu w frankach szwajcarskich graniczyło z cudem ? Czyżby w kraju ZABRAKŁO franków ? Przecież „Ta opinia nie ma sensu.”

    WALUTY obcej może w kraju zabraknąć (proszę przypomnieć sobie PRL lub zapytać) – jak naszym środkiem wymiany będzie waluta obca możemy (nie musimy) mieć z tym problemy. I te problemy porównał bym z obecnymi problemami kursowymi i postawił bym między nimi znak =

    „Mało tego, jestem sobie w stanie wyobrazić, że Polacy na tym zyskają, bo będzie większa konkurencja. Np. wezmę kredyt w banku niemieckim, który zaoferuje mi mniejszą prowizję od kredytu mieszkaniowego. A dzięki temu inne banki w Polsce też będą musiały obniżyć prowizje.”
    Dziś także może Pan wziąć sobie w NIEMIECKIM banku kredyt w Euro, a oprócz tego można także dostać kredyt w PLN.

    Jak zlikwidujemy PLN będzie MNIEJSZA konkurencja ! Przecież to oczywiste ! Jak pisał Jerzy Orwell w roku 1984 „Wojna to pokój”, „Niewola to wolność”.

    „Rzeczywiście już widzę co miał Pan na myśli i to ma sens.
    Z tym, że jest tutaj jedno sprawa dotycząca rzeczywistości, którą warto zaznaczyć. Od strony teoretycznej tak to wygląda, ale generalnie w państwie, gdzie jest wyższa inflacja (a pewnie tak będzie w Polsce w kolejnych latach przy PLN) wzrosty wynagrodzeń mogą nie nadążyć za inflacją.
    A to oznacza, że i owszem, tak jak Pan policzył, po uwzględnieniu oprocentowania kredytu i inflacji rzeczywiście w JPY oprocentowanie jest realnie trochę wyższe, ale jeżeli wzrost przeciętnego wynagrodzenia nie nadąży za inflacją (jak to jest ostatnio w Polsce) to przeciętny Polak musi zapłacić “realnie” więcej za kredyt niż np. Japończyk.
    Innyni słowy trzebaby odjąć zamiast tych 4,5% inflacji jak Pan pisał, dynamikę wynagrodzeń.”

    I znowu to samo „co ma piernik do wiatraka ?” po co mieszać to tego wynagrodzenia ? One nie mają z tym nic wspólnego ! Odniosę się jednak do tych nieszczęsnych płac, i tak jeżeli inflacja w PLN będzie 4% a wzrost płac 3% to co roku będzie Pan płacił ratę realnie o 4% mniejszą (zakładam stałą ratę), a „dolegliwość” spłacania spadnie o 3% . Jeżeli weźmie Pan kredyt w JPY i tam inflacja będzie 0% a u nas wszystko jak w poprzednim przykładzie to należy spodziewać się że po pominięciu fluktuacji PLN będzie się osłabiać względem JPY o 4% rocznie. Czyli co roku rata wyrażona w PLN będzie większa o 4%, a przy zarobkach większych o 3% „dolegliwość” raty WZROŚNIE o 1%.

    Reasumując:
    Jeżeli waluta w jakiej bierzemy kredyt traci na wartości to realnie mamy do czynienia z ratą malejącą. Gdy bierzemy kredyt w „mocnej” walucie obcej możemy mieć nawet do czynienia z ratą rosnącą !

    „o ile pamiętam NBP zaczął być zyskowny za kadencji Leszka Balcerowicza”
    Generalnie NBP jest zyskowny jak, rządzi partia z której powołany jest prezes. Z tego powodu dla waluty zdrowsze jest jak „prezio” jest z opozycji.

  10. Michał Stopka Says:

    Panie Karolu (bez urazy) ręce mi opadają…

    Proszę sobie wziąć jakąkolwiek książkę do ekonomii i zobaczyć na czym polega system bankowy i kreowanie pieniądza… Przecież Pan nie rozumie o czym pisze…
    Proszę zobaczyć na ten filmik, może chociaż trochę “rozwieje wątpliwości”… http://video.google.com/videoplay?docid=-5473024189424637139#

    WŁAŚNIE O TO CHODZI, ŻE CZŁOWIEK WYMYŚLIŁ SOBIE PIENIĄDZ, KTÓRY MOŻNA “TWORZYĆ” PRAWIE W NIESKOŃCZONOŚĆ A NIE TAK JAK W PANA PRZYKŁADZIE LUDZIE WYMIENIAJĄ SIĘ MUSZELKAMI, KTÓRYCH NIE MOŻNA “DODRUKOWAĆ”. PROBLEM W TYM, ŻE MOŻNA DODRUKOWAĆ PRAWIE NIESKOŃCZENIE WIELE. I STĄD OBECNY KRYZYS ŚWIATOWY. BO PRZECIĘTNY CZŁOWIEK NIE ROZUMIE NA CZYM POLEGA KREACJA PIENIĄDZA.

    @ “Jeszcze inaczej, czy mogę poprosić o wytłumaczenie czemu jak złotówka jakiś rok temu zaliczała absolutne doły i frank był niemożebnie drogi dostanie kredytu w frankach szwajcarskich graniczyło z cudem ? Czyżby w kraju ZABRAKŁO franków ? Przecież „Ta opinia nie ma sensu.””

    Franka nie można było dostać dlatego, że:
    1) Bankowcy bali się udzielać wogóle jakichkolwiek kredytów, również w PLN, więc nie miało specjalnego znaczenia czy chodziło o PLN czy CHF
    2) Banki, które głównie udzialały kredyty w CHF to Millenium, Getin oraz BRE a one miały problem z zabezpieczeniem tej pozycji we franku na rynku międzybankowym więc dodatkowo nie chciały brać na siebie ryzyka walutowego

    @ “Załóżmy że wydrukowanie 100 zł kosztuje 1 zł z czego 40 gr to czysty zysk mennicy. Ja nie pisałem o tych 40 gr bo to jest szczegół, chodziło mi o pozostałe 99 zł. Z tego co wiem dodatkowe eurosy do obiegu są wpuszczane prze EBC ? I to oni kasują te 99% zysku z tego procederu ? Przypominam, iż chodzi mi o DOATKOWE eurosy które będą dodawane już po przejściu Polski na tą walutę.”

    Stąd też kompletnie nie rozumiem o czym Pan pisze w swoim wywodzie? Jakie 100 zł? Jakie 99% zysku z tego “procederu”???

    @ “I znowu to samo „co ma piernik do wiatraka ?” po co mieszać to tego wynagrodzenia ? One nie mają z tym nic wspólnego ! Odniosę się jednak do tych nieszczęsnych płac, i tak jeżeli inflacja w PLN będzie 4% a wzrost płac 3% to co roku będzie Pan płacił ratę realnie o 4% mniejszą (zakładam stałą ratę), a „dolegliwość” spłacania spadnie o 3% .”

    No właśnie zły wniosek: Załóżmy, że na początku zarbia Pan 1000 PLN, które wydaje na pralkę też za 1000 PLN. Jeżeli w kolejnym roku inflacja jest 4% to pralka kosztuje 1004 PLN a jeżeli wzrost wynagrodzeń 3% to zarabia Pan 1003. INNYMI SŁOWY STRACIŁ PAN 1 PLN (1%) I NIE STAĆ PANA NA PRALKĘ. Stąd Pana rozumownie jest po prostu błędne. Podobnie z ratą kredytu, jak jest wyższa inflacja to i wyższe stopy rynkowe (oprocentowanie) kredytu i większ rata…

    Panie Karolu, proszę nie brać do siebie tych moim ostrych słów i mam nadzieję, że Pan sie nie obrazi. Cenię w Panu zainteresowanie tematem. Brakuje Panu jednak podastawowej wiedzy. Jeżeli Pan “nadrobi” zaległości możemy na nowo podjąć “polemikę”:-)

    Pozdrawiam serdecznie

  11. Karol Says:

    Zacznę od tego iż ja się z natury nie obrażam a stopień „ostrości” naszej dyskusji uważam za bardzo niski.

    Niestety czym dłużej dyskutujemy tym bardziej się nie rozumiemy – nie wiem z czego to wynika – spróbuję uprosić moje tezy do poziomu przedszkola, bo ja postrzegam Pański poziom identycznie jak Pan mój :)

    1) Problem środka cyrkulacji:
    PLN – możemy sobie dodrukować, nikt o zdrowych zmysłach tego papieru za granicę nie wywozi.
    EURO – nie możemy sobie dodrukować, wywiezienie za granicę ma sens

    Widzi Pan tą różnicę ? A jeżeli jest różnica to są i konsekwencje … , a ja chciałbym z Panem o tym podyskutować.

    2) Podatek inflacyjny:
    Paser (NBP) zleca fałszerzowi (mennica) wydrukowanie 100 PLN, fałszerz bierze za usługę 1 PLN. Paser wpuszczając pieniądz do obiegu inkasuje zysk w wysokości 99 zł.

    I ponawiam pytanie kto będzie LEGALNYM „paserem” w przypadku EURO ?

    To jest pytanie na poziomie przedszkola, a zadaję je Panu już trzeci raz !

    3) Co z tematem „bańki” na rynku nieruchomości ? Powiązanie PLN z EURO czyli ERM2 i niższe stopy procentowe = większa „bańka” = Łotwa. Zamknięty ? jakaś konkluzja końcowa ?

    Sprawy poboczne:
    „jak jest wyższa inflacja to i wyższe stopy rynkowe”
    I znowu zaczyna Pan gmatwać sprawy proste, po co do dyskusji wprowadzać ZMIANĘ DYNAMIKI inflacji jak nie jesteśmy w stanie się porozumieć przy (cichym) założeniu stałej inflacji ?

    A po za tym to na przykładzie WIBORU 3M i inflacji w Polsce proszę to udowodnić na przestrzeni wybranych 5 lat. :) lub przynajmniej proszę poinformować czemu WIBOR 3M spadł z 6,5% do 3% na początku tego roku. Był jakiś DRAMATYCZNY spadek inflacji ?

    Jeżeli chodzi o film który Pan polecił to oglądałem go wcześniej – tyle w nim kłamstw poprzeplatanych z prawdą, iż jego wartość uznaję za mizerną. Ze swojej strony mogę polecić:

    http://video.google.com/videoplay?docid=-1887591866262119830#

    http://www.youtube.com/watch?v=zPkTItOXuN0

    Odkręcanie pierdół:

    „Załóżmy, że na początku zarbia Pan 1000 PLN, które wydaje na pralkę też za 1000 PLN. Jeżeli w kolejnym roku inflacja jest 4% to pralka kosztuje 1004 PLN a jeżeli wzrost wynagrodzeń 3% to zarabia Pan 1003. INNYMI SŁOWY STRACIŁ PAN 1 PLN (1%) I NIE STAĆ PANA NA PRALKĘ.”
    To jest truizm.
    „Stąd Pana rozumownie jest po prostu błędne.”
    A to jest chwyt erystyczny.
    „Truizm to też chwyt erystyczny i coraz popularniejszy sposób na spamowanie.”
    http://segritta.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?217246
    Jakie moje rozumowanie jest błędne ? Całe ? Znaczy się ziemia nie jest okrągła ?

    Było kilka pytań z Pana strony na które chyba nie udzieliłem odpowiedzi:

    „b)Jakimś dziwnym trafem 70% kredytów zostało zaciągniętych w niskooporcentowanym CHF… Stąd też wolałbym aby Polacy zarabiali w EURo i dzięki temu zadłużali się w tej same walucie w której zarabiają”
    Zadłużając się dziś w PLN zadłużamy się u innych obywateli III RP (troszkę upraszczając), a zadłużając się w CHF bierzemy kasę od obcych. Jeżeli na skutek kryzysu siądzie nam eksport, ci co brali kredyt w CHF są bankrutami. No dobrze, a co będzie jeżeli będziemy mieli Euro i siądzie nam eksport ? a będziemy zadłużeni po uszy w zachodniej europie. Może mi Pan wytłumaczyć jak to będzie wyglądało ? Molestuję już o tą analizę Pana od tygodnia.

    „c) Jak myślisz, jeżeli oprocentowanie w PLN pójdzie np. na 10%, to w jakiej walucie Polacy będą się nadale zadłużali?”
    Jest Pan ekonomistą wolnorynkowym czy może komunistą ? Ja wolał bym żeby oprocentowanie było jak najwyższe ! (i ustalane przez RYNEK) Po to by Polacy oszczędzali ! i bogacili się na odsetkach ! , a Pan ciągle zwolennikiem taniego kredytu ! Chce pan żyć wśród współobywateli pozadłużanych na następne 10 pokoleń ? Ci co zadłużą się u obcych muszą za to zapłacić – bardzo mi przykro z tego powodu, ale nie ma że boli …

    A inna bajka to to, że oprocentowanie 10% i więcej oznacza że ktoś nałożył nam na barki duży podatek inflacyjny – dlatego próbuję dojść kto będzie go nam nakładał jak będzie Euro.

    ” d) Wolałbym aby moi znajomi, którzy teraz zaciągają kredyt mieszkaniowy nie musieli płacić np. 7% oprocentowania w PLN, ale np. 3% w EURo.”

    To niech Pan odłoży parę Euro i pożyczy kolegom. Ja wolałbym, żeby Pan mógł położyć swoje zarobione PLN na lokatę o 5% większą niż inflacja …

  12. Michał Stopka Says:

    Witam ponownie Panie Karolu:-) Wybaczy Pan, że nie odniosę się do wszystkich wątków, bo ostatnio jestem zapracowany i nie jestem w stanie po prostu zrobić tego fizycznie:-(

    @1) Problem środka cyrkulacji:
    PLN – możemy sobie dodrukować, nikt o zdrowych zmysłach tego papieru za granicę nie wywozi.
    EURO – nie możemy sobie dodrukować, wywiezienie za granicę ma sens

    Za granicę można wywieźć TYLKO DEWIZY (walutę obcą). Jeżeli mielibyśmy euro/będziemy mieli euro nie będzie to dewiza TYLKO PRAWNIE OBOWIĄZUJĄCY ŚRODEK PŁATNICZY W POLSCE (podobnie jak teraz PLN) stąd euro nigdzie nie MOŻE I NIE BĘDZIE “wywiezione”.

    @2) Podatek inflacyjny:
    Paser (NBP) zleca fałszerzowi (mennica) wydrukowanie 100 PLN, fałszerz bierze za usługę 1 PLN. Paser wpuszczając pieniądz do obiegu inkasuje zysk w wysokości 99 zł.

    W Polsce tak to nie działa. Pomylił Pan tą kwestię z pojęciem monetyzacji, której dokonujĄ np. teraz banki centralne w USA czy Wielkiej brytanii. Coś takiego w Polsce JEST ZABRONIONE PRZEZ KONSTYTUCJĘ. Potoczne stwierdzenie o “durkowaniu” piniędzy sprowadza się do kreowanie pieniądza ALE PRZEZ POSZCZEGÓLNE BANKI…na zasadzie: depozyt w banku>>>kredyt w banku>>>powduje depozyt w innym banku>>>a ten bank może udzielić nowy kredyt>>>itd.

    @3) Co z tematem „bańki” na rynku nieruchomości ? Powiązanie PLN z EURO czyli ERM2 i niższe stopy procentowe = większa „bańka” = Łotwa. Zamknięty ? jakaś konkluzja końcowa ?

    Panie Karolu nie mam zamiaru Pana przekonywać na “siłę”. Po prostu nie bardzo zgadzam się z Pana opinią, podałem argumenty dlaczego. A Pan albo zmieni zdanie albo nie. Mi jest wszystko jedno.

    @Zadłużając się dziś w PLN zadłużamy się u innych obywateli III RP (troszkę upraszczając), a zadłużając się w CHF bierzemy kasę od obcych. Jeżeli na skutek kryzysu siądzie nam eksport, ci co brali kredyt w CHF są bankrutami. No dobrze, a co będzie jeżeli będziemy mieli Euro i siądzie nam eksport ? a będziemy zadłużeni po uszy w zachodniej europie. Może mi Pan wytłumaczyć jak to będzie wyglądało ? Molestuję już o tą analizę Pana od tygodnia.

    Ze względu na mój komentarz 1 powyżej NIE BĘDZIEMY SIĘ ZADŁUŻALI ZA GRANICĄ tylko w Polskich bankach, bo euro będzie PRAWNYM ŚRODKIEM PŁATNICZYM (zastąpi PLN). Nie wiem jak to bardziej dosadnie Panu napisać… Po prostu wszędzie zmieni się tylko nazwa z PLN na EURo A WSZYSTKIE POZOSTAŁE RZECZY ZOSTANĄ PO STAREMU

    @lub przynajmniej proszę poinformować czemu WIBOR 3M spadł z 6,5% do 3% na początku tego roku. Był jakiś DRAMATYCZNY spadek inflacji ?

    Na WIBOR główny wpływ ma NBP ustalając wysokość stopy referencyjnej (główna stopa banku centralnego). Stopa referencyjna jest wyznacznikiem minimalnej rentowności 7-dniowych bonów emitowanych przez NBP. I to ona ma zasadniczy wpływ na poziom WIBOR (Warsaw Interbank Offered Rate), czyli wysokość oprocentowania pożyczek na rynku międzybankowym.

    Już podsumowując to przy bankach centralnych, które mają właśnie monopol na kreowanie pieniadza (przez system bankowy) nie może być mowy o grze “popytu i podaży”. To oczywiste:-)

    Pozdrawiam

  13. Karol Says:

    Spróbuję pisać krócej, o jednej – dwóch sprawach, a potem będę wracał do tematów z poprzednich wpisów.

    1)„…stąd euro nigdzie nie MOŻE I NIE BĘDZIE “wywiezione”.”
    Czyli jak będę miał w Polsce polskie Eurosy w kieszeni to jadąc do Niemiec będę musiał je wymienić na Eurosy niemieckie ?

    2)„W Polsce tak to nie działa. Pomylił Pan tą kwestię z pojęciem monetyzacji, której dokonujĄ np. teraz banki centralne w USA czy Wielkiej brytanii. Coś takiego w Polsce JEST ZABRONIONE PRZEZ KONSTYTUCJĘ.”

    W google wpisałem – dodruk pieniądza w Polsce i:

    tu: http://tvn24.lajt.pl/1595042,2,12,wiadomosc.html
    „NBP jest gotowy, by skupować obligacje skarbowe, w ramach tzw. “quantitative easing”, czyli operacji równoważnej z dodrukiem pieniądza – poinformował w TVN CNBC Biznes prezes banku centralnego Sławomir Skrzypek. Jak jednak zaznaczył, “w obecnej sytuacji nie ma takiej konieczności”.

    a tu: http://nczas.com/wazne/skad-inflacja-w-polsce/
    „W takim momencie istnieje ryzyko, że wzmożona akcja kreacji pieniądza (właśnie poprzez zwiększenie udzielanych kredytów) jest dopiero przed nami. Podaż pieniądza w Polsce (tzw. M3, na który składają się wydrukowane banknoty w obiegu, lokaty terminowe oraz rachunki oszczędnościowe) zaczęła szybko rosnąć już w 2008 roku. Wystarczy powiedzieć, że od końca 2002 roku do marca 2009 roku wzrosła aż o 110%. Dynamika jej wzrostu prawie trzykrotnie przekracza dynamikę wzrostu gospodarczego w tym samym okresie. Przy tak dużej podaży pieniądza można spodziewać się zwiększonej inflacji, której początki już dają się zaobserwować.”

    To można dodrukować czy nie ? Mógłbym prosić o ten fragment konstytucji który zabrania drukowania ?

  14. Karol Says:

    Jako iż zakończył Pan pisanie bloga dyskusję uważam za zakończoną, z swojej strony polecam zapoznanie się z Austryjacką szkołą ekonomiczną:

    http://gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,7254054,De_Soto__Emisja_dolarow_jest_monstrualna__w_tej_chwili.html

    http://mises.pl/1796/pierwszy-rozdzial-pieniadz-kredyt-bankowy-i-cykle-koniunkturalne/

    To ludzie związani z tą szkołą prognozowali obecny kryzys co można łatwo sprawdzić:

    http://manageria.gazeta.pl/manageria/1,85811,5868754,Peter_Schiff_z_polskimi_napisami__Zaklad_o_1_centa.html

    Peter prognozował też dalszy wzrost ceny złota który właśnie się sprawdza.

    Do tego też oczywiście klasyków:
    http://mises.pl/pliki/upload/harmonie.pdf

    Pozdrawiam i życzę sukcesów, aczkolwiek zarządzanie kasą zabraną ludziom pod przymusem jest śliskim termatem.

Leave a Comment

Your comment

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.