Ryzyko zależy od wiedzy?
luty 1, 2009 10:25 pm 1 Ciekawe, 7 PozostałeNAJBLIŻSZE SZKOLENIE Z ANALIZY FUNDAMENTALNEJ: więcej info tutaj: SZKOLENIA
a tu znajdują się moje najciekawsze historyczne wpisy w PDF: WPISY W PDF
Dzisiaj chciałem postawić kontrowersyjną tezę, że ryzyko jest tym mniejsze im większą ktoś ma wiedzę na dany temat. Wychodzę z założenia, że każdą rzecz można zrobić dobrze lub źle, a wszystko zależy od posiadanej wiedzy (rozumianej jako wiedza teoretyczna + doświadczenie co, jak i kiedy stosować).
Poniżej kilka prostych przykładów potocznego rozumowania, co jest albo nie ryzykowne(podobne mechanizmy zadziałały w przypadku opcji spółek, o czym pisałem tutaj: Statystyka jest nieubłagana, czyli jeżeli strategia ma błędy, prędzej czy później nieunikniona jest duża strata):
1) Inwestowania w kontrakty terminowe i akcje
2) Inwestowanie w akcje w dłuższym terminie
3) Możliwości “pobijania” indeksów przez zarządzających
Najlepszym przykładem postrzegania ryzyka przez inwestorów jest np. inwestowanie w instrumenty pochodne jak kontrakty terminowe na WIG 20. Oczywiście zazwyczaj mówi się, że ”granie” na kontraktach jest ryzykowne, ale tak naprawdę mało kto uświadamia sobie, że nie jest to ”gra o wyniku zerowym” ale o wyniku “mega ujemnym”. Dlaczego?
Dla przykładu obecnie na serii wygasającej w marcu 2009 jest otwartych 73 tyś kontraktów, co przy depozycie 10% (poziom kontraktów 1600 pkt, czyli wartość kontraktu 16 tyś zł) powoduje, że w sumie w biurach maklerskich w depozytach wpłaconych jest około 240 mln zł (2* 73 tyś. depozytów*1600 zł, bo każdy kontrakt ma dwa depozyty, jeden dla pozycji długiej a drugi dla krótkiej).
Przy średnim obrocie dziennym na kontraktach 50 tyś. na prowizję idzie: 50 tyś. * 10 zł *2 (bo przy danej transakcji są dwie strony i każdy płaci prowizję powiedzmy w wysokosci 10 zł) co daje 1 mln zł prowizji dziennie.
I tutaj można dojść do ciekawego wniosku… Pieniądze, które obecnie są w depozytach “spalane są” tylko na prowizje w ciągu zaledwie 240 sesji, czyli około roku…
Innymi słowy, statystycznie każdy, kto teraz ma otwarte pozycje, w ciągu roku straci te pieniądze tylko na same prowizje. To pokazuje prawdziwe “ryzyko” grania na kontraktach.
Ilu inwestorów zrobiło takie proste obliczenia i zdaje sobie z tego sprawę?
Oczywiście to nie znaczy, że na kontraktach nie można zarabiać, o czym świadczy chociażby moje dotychczasowe saldo na kontraktach:-)
Podobne obliczenia można zrobić dla prowizji płaconych za handel akcjami. Tutaj podobnie liczby robią wrażenie i pokazują, że całe rzesze inwestorów tracą pieniądze przede wszystkim dlatego, że nie inwestują, ale “handlują” akcjami w pogoni za wirtualnymi zyskami.
Mając powyższą, prostą wiedzę, można znacznie ograniczyć “ryzyko” inwestowania w akcje czy kontrakty terminowe. Po prostu podstawa to ograniczyć ilość transakcji.
Kolejna sprawa to powtarzanie sloganów typu: “w dłuższym terminie na akcjach się zarabia”. Mało kto jednak zastanawia się co oznacza stwierdzenie dłuższy termin?. Wystarczy zobaczyć na historię notowań Dow Jones Industrial Average (jego wykres można zobaczyć tutaj: http://stockcharts.com/charts/historical/djia1900.html, również w okresach podzielonych na dekady), aby uświadomić sobie, że “dłuższy okres czasu” może oznaczać nawet 15 czy 20 lat jak było pomiędzy 1925-1945 albo 1966-1983.
Co ciekawe okresy stagnacji na giełdzie następują po okresie dynamicznych dekad dobrych dla akcji. Dla przykładu, jeżeli w USA ktoś zainwestował w akcje w ciągu ostatnich 10 lat, prawdopodobnie ma stratę…
I wreszcie ostatnia sprawa, czyli powtarzany slogan: “80% zarządzających na świecie nie jest w stanie pobijać indeksów”. Jak widać z powyższego akapitu, to czy ktoś jest w stanie pobijać indeksy zależy od tego, czy te indeksy przez kilka czy kilkanaście lat nieustannie pną się do góry, czy też są w trendzie bocznym. W pierwszym wariancie oczywiście trudno pobijać indeksy, ale w drugim już znacznie łatwiej i “timing” może się opłacać.
Zresztą niestety slogan o słabych wynikach zarządzających powtarza nawet Instytut CFA w swoich materiałach, zapomniając, że każda hossa, nawet jeżeli trwa przez 20 lat, kiedyś się kończy. Zresztą nie jest to takie dziwne, jeżeli instytut przytacza badania dla lat pomiędzy coś koło 1980 a 2000:-)
Podsumowując powyższe trzy proste przykłady można tutaj chyba przytoczyć cytat noblisty Enrico Fermi (ze strony o mnie): “Najgorszym wrogiem wiedzy nie jest niewiedza, lecz wiedza połowiczna”.

luty 19th, 2009 at 6:38 pm
Ciekawe, ale zawiera przynajmniej dwa łędy z czego jeden istotny bo przekłąmujący o rząd wielkości. Dlatego że zyski na kontraktach nie zależą od wielkości depozytu, ale od pełnej wartości. Tym samym nie 240 dni, ale 2400dni, innymi słowy dziesięć lat.
Drugi błą∂ to przeskok z rzeszy inwestorów (prowizja jest od wszystkich liczona) do jednego który ma prowizje dużo mniejszą.
luty 19th, 2009 at 7:05 pm
Przyznam szczerze, że nie rozumiem… skoro, według podanych założeń, w depozytach na kontraktach w danym momencie jest hipotetyczne 240 mln zł, a dziennie koszty prowizji to 1 mln zł, to na prowizje po 240 sesjach jest “spalanych”: 240 dni razy milion dziennnie = 240 mln zł, czyli dokładnie tyle, co w danym momencie w depozytach… Jeżeli weźmiemy 480 sesji to na prowizje idzie 480 razy milion dziennie, czyli 480 mln zł. Skąd się bierze Twoja wzmianka o jakichś zyskach na kontraktach? Zyski to całkiem odrębna sprawa. Patrząć na kontrakty w skali “makro” zanim ktokolwiek zobaczy jakiś zysk na swoim koncie z kontraktów w ciągu 240 sesji, najpierw z systemu musi “odpłynąć” wspomniane 240 mln zł. Dopiero, jak na prowizje odpłynie te 240 mln następują “przepływy” pomiędzy kontami “graczy”:-) Niestety jest to szokujące spostrzeżenie, ale tak jest:-)
Jeżeli chodzi o drugą kwestię, też nie bardzo rozumiem. W skali mikro owszem, wydaje się, że pojedyńczy inwestor płaci relatywnie niewielką prowizję, ale w skali makro są to ogromne kwoty. Jest to znany mechanizm z psychologii, np. dotyczący gier losowych. Np. w totka dana osoba widzi, że wyda zaledwie parę złotych na los i już widzi “oczyma wyobraźni” co by było, gdyby wygrała główną wygraną. Nie zmienia to jednak faktu, że w skali makro wszyscy ludzie, którzy kupili los, w sumie wydali kupę kasy, z której tylko część jest wypłacna jako wszystkie wygrane z danego losowania. Nie mówiąc już o statystyce, że szóstkę trafia jeden los na ileś tam milionów losów. Statystyka jest nieubłagana:-)
luty 19th, 2009 at 7:41 pm
ad1 na szybko z telefonu :)
depozyt to tylko 10% kontraktu. powinienes policzyc pelna wartosc kontraktu.
luty 19th, 2009 at 8:00 pm
Niestety coś się nie rozumiemy:-) jedyne potrzebne dane to koszty prowizji i wartość PLN wpłaconych do depozytów. Do czego potrzebujesz wartość kontraktu?
Pozdrawiam
P.S. Dzisiaj nie będę już miał dostępu do netu, więc odpowiem jutro
luty 19th, 2009 at 10:17 pm
To akurat ja policzyłem. Trafienie w totka szóstki z 36 to szansa 1 na 2 miliony. Gdyby zawierać po jednym zakładzie w środę i sobotę (tak kiedyś było) to wygrana statystycznie przyjdzie po 2000 (dwóch tysiącach) lat.
A na wypłaty przeznaczane jest około 50% wpływów. Czyli wykładając powiedzmy 10 milionów aby obstawić wszystkie możliwe kombinacje cyfr wróci do nas w wygranych 5 milionów. Już uczciwsza jest ruletka.
luty 20th, 2009 at 4:31 pm
z 36?:)
z 49 = 13.983.816
luty 20th, 2009 at 7:48 pm
Już nie pamietam szczegółów ale łatwo sobie to policzyć z rachunku prawdopodobieństwa, chyba silnia z 36 (49?) z pewnymi modyfikacjami. Rząd wielkości jest i tak …. dający do myślenia.