Zwyciężyć i spocząć na laurach to porażka
Ostatnio przypadkiem trafiłem na cytat z tytułu wpisu (autor Józef Piłsudski). Przy okazji postanowiłem napisać parę słów na temat moich historycznych przygód z giełdą. Wiem teraz na pewno jedno: w życiu nie ma rzeczy niemożliwych. Moje przemyślenia nie dotyczą tylko giełdy, ale każdej rzeczy, która nas spotyka w życiu. Zarówno giełdy, życia zawodowego ale i też osobistego. To my decydujemy jak i „czy” wykorzystamy nasze „doświadczenie”, szczególnie to budzące nieprzyjemne emocje. Dlatego dzisiejszemu artykułowi będzie towarzyszyć sentencja z nagłówka: zwyciężyć i spocząć na laurach to porażka… Zresztą jest to też esencja 10 zasad opisanych w tej książce: “Szczęście czy fart ?”, czyli co liczy się w inwestowaniu
W takich sytuacjach możemy wybrać jedną z trzech opcji:
- Możemy się nad sobą użalać.
- Możemy obwiniać innych za wszystkie złe rzeczy.
- Albo spowodować, że doświadczenie płynące z tych rzeczy tak wykorzystamy, że okażą się… „fundamentem” do zbudowania czegoś naprawdę WIELKIEGO… Czegoś, co nikt i nic w życiu nie będzie nam w stanie odebrać…
Drugi cytat, który tutaj warto przytoczyć to: „Jeżeli mówisz, ze coś jest niemożliwe do zrobienia albo że coś jest możliwe do zrobienia, za każdym razem masz rację” Henry Ford. Jest to w 100 % prawda.
Zwyciężyć i spocząć na laurach to porażka: moje początki z giełdą
Pewnie jak przeciętny początkujący inwestor giełdowy zaczynałem… nie mając zielonego pojęcia w co się pakuję…
A jakoś tak dziwnie się złożyło, że wybrałem idealny moment do pierwszej transakcji. Sam szczyt hossy internetowej w marcu 2000 r.. Potem już tylko były spadki przez kolejne półtora roku… Aż do ataku na World Trade Center we wrześniu 2001 r. Ale prawdziwa hossa rozpoczęła się dopiero na wiosnę 2003 r., czyli po trzech latach od pierwszej transakcji! Dlaczego dopiero w 2003 r. pisałem tutaj: Dlaczego analiza fundamentalna to klucz do sukcesu?: Jak to możliwe, że w latach 2001/2003 Polska giełda tak długo nie weszła w hossę pomimo tak długich i dużych obniżek stóp procentowych?
Pamiętam jak dziś, na jesieni 1999 r. zacząłem studia na SGH. Giełdą zainteresował mnie mój kuzyn, który własnie na jesieni brał udział w IPO PKNu. Sporo zarobił. Potem zarobił też na kolejnych „inwestycjach” na przełomie 1999/2000 r. Na początku nie wierzyłem, że tak łatwo można zarabiać, ale… po pół roku obserwacji jego sukcesów (tak naprawdę tylko krótkoterminowych)… przekonałem się, że jednak na giełdzie bardzo łatwo można zarobić.
No i stało się. Na szczęście miałem tylko parę tysięcy złotych oszczędności. Początkiem marca 2000 r kupiłem akcje Agory po 152,5 zł. Oczywiście za 100 % kapitału. Nawet nie dlatego, że byłem po prostu głupi. Powód był inny (ten oczywiście też). Były to czasu, kiedy trzeba było zapłacić 3 % prowizji za transakcję „w jedną stronę” przy kwocie 1000 zł.
Prowizja spadała w systemie drabinkowym przy coraz większej kwocie kapitału zainwestowanego w jednym zleceniu. W dwie strony dałoby to już 6% prowizji. Więc wolałem zapłacić po 2% prowizji w obie strony za większą wartościowo transakcję. W końcu od razu zarabiałem 2% na prowizji :-). Dopiero po roku, dwóch pojawiły się internetowe domy maklerskie, gdzie można było płacić niskie prowizje.
Strategia wydawała się słuszna ale… w efekcie… straciłem dokładnie 40 % kapitału, bo kurs Agory spadał przez miesiąc dzień w dzień… Po miesiącu czułem, że nie mam racji i sprzedałem akcje Agory po 92,5 zł. Oczywiście w lokalnym dołku, przed mocnym krótkoterminowym odbiciem na giełdzie:-)
Zwyciężyć i spocząć na laurach to porażka: moje poczynania
Ceny na Agorze nie zgadzają się, bo dane do wykresu wziąłem ze stooq.pl a tam dokonują korekty wykresu o wypłacone historyczne dywidendy:
Oczywiście z perspektywy czasu, pomimo tego, że straciłem 40% kapitału, było to bardzo dobre posunięcie. Bardzo szybko wiedziałem, że dobrze zrobiłem, bo potem kurs po odbiciu i tak dalej spadał i spadał. W ciągu roku i tak jeszcze spadł dodatkowe 50%… aż do dołka bessy w 2001 r.
Pomimo tego, że hossa 2003-2007 dała zarobić na wielu papierach, Agora nigdy już nie wróciła do poziomu, w którym zamknąłem stratną pozycję.
Zwyciężyć i spocząć na laurach to porażka: perspektywa czasu
Mało tego patrząc na ostatnie 12 lat na giełdzie, zrobiłem świetny interes, pomimo takiej wtopy w ciągu miesiąca:
Gdybym wtedy tego nie zrobił miałbym teraz stratę dziewięćdziesiąt parę procent… A po drugie nie byłbym w stanie nauczyć się tego wszystkiego o inwestowaniu, czego się nauczyłem na kolejnych… stratnych pozycjach.
Zwyciężyć i spocząć na laurach to porażka: podsumowanie
Czego mnie nauczyła moja pierwsza transakcja? Czy bolała mnie strata -40%? Oj bolała. Ale z perspektywy czasu wiem jedno: Nawet najgorsze doświadczenie życiowe może być solidnym fundamentem na przyszłość. To od nas tylko zależy, jak je wykorzystamy
Miałem jeszcze dwa takie bolesne okresy na giełdzie. Co prawda po pierwszej lekcji z Agorą nigdy więcej nie straciłem już kapitału, jaki inwestowałem na giełdzie, ale znalazłem jeszcze dwa sposoby, które stały się lekcją numer dwa i trzy w moim życiu. Ale … o tym kiedy indziej. I pamiętajcie, że zwyciężyć i spocząć na laurach to porażka. Nie popełniajcie tego błędu, łatwo napisać, ale ciężej zrobić. :-)
Już wiecie, dlaczego moja podstawowa zasada to ta z tego wpisu: Poznaj biznes: Inwestowanie na giełdzie… Zasada nr 1: Nigdy nie trać pieniędzy; Zasada nr 2: Nigdy nie zapominaj o zasadzie nr 1; Warren Buffet










7 komentarzy “„Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo, zwyciężyć i spocząć na laurach to porażka””
29/10/2012
FilipŁącząc doświadczenia Longterma, autora tego bloga i swoje, widzę że bankructwo we wczesnej fazie przygód giełdowych jest nie tylko korzystne dla długoterminowych wyników inwestora, ale wręcz niezbędne do prawidłowego rozwoju i nauki własnych emocji.
Można by wręcz powiedzieć, że co najmniej jedno bankructwo czeka każdego inwestora. Dopiero po nim wiemy, z czym przyjdzie nam się zmierzyć.
Idąc dalej, inwestorzy którzy uczyli się inwestowania w czasie hossy są w gorszej pozycji niż ci z czasów bessy. Ktoś kto zaczynał inwestować w 2003 roku musiał aż 5 lat czekać, aby dowiedzieć się że zbyt wiele nie potrafi. Ktoś kto (tak jak autor) zaczął na szczycie hossy, szybko przekonał się na czym polega ta gra i mógł przejść do zarabiania.
29/10/2012
Michał StopkaTo prawda:-)
Natomiast minusem solidnej wtopy na początku jest to, że jak już coś potrafisz, to jak przychodzi potężna hossa, nie do końca potrafisz to wytrzymać, bo… boisz się stracić zyski. Tak źle i tak niedobrze. Z dwojga złego pewnie lepiej od razu dostac nauczkę, bo przynajmniej nie jesteś tak zadufany w sobie, że zastawisz dom i weźmiesz kredyty we franku na „inwestycje” giełdowe:-)
29/10/2012
exnergyA to jest fajny przykład, który wykorzystać można do pokazania, że analiza fundamentalna, a to co się dzieje na rynku – to mogą być bardzo różne rzeczy.
Ponieważ:
1) z pkt widzenia fundamentów – bańka dot.com-ów z 2000 r oznaczać by mogła, że stare biznesy mediowe jak prasa – będa tracić na rzecz internetu (upraszczając). Tymczasem – wszystko rosło jak mogło z całym rynkiem. Dopiero obecnie obserwujemy wzrost znaczenia „web-a” w relacji do prasy papierowej (chyba w 2010 dochody czy wydatki na reklamę w sieci przekroczyły media tradycyjne) nie pamiętam już daty dokładnie.
Oczywiście nie ujmuję wszystkich czynników, chciałem tylko coś wykazać.
29/10/2012
Michał StopkaNo tak, tylko „oderwanie od fundamentów” trwało pół roku na przełomie 1999/2000 r. a przez kolejne 12 lat kurs Agory to już „tylko” same fundamenty…
29/10/2012
exnergyTrzeba pamiętać, że właśnie owe Black swany – jak te choćby pół roku – moga zrobić różnicę na portfelu.
Ja nic nie neguję, tylko wskazuję na pewne rzeczy, które trzeba mieć na uwadze.
29/10/2012
Michał StopkaTak mi Black swan zrobił w 2000 r. różnicę na portfelu:-)
30/10/2012
exnergyMy tu gadu gadu, a tęgie głowy nie mogą czasem znaleźć go w ogonach ;)