Dlaczego Polska giełda tak długo nie weszła w hossę?
Zainspirowany komentarzem i pytaniem Pana Heńka nr. 30 pod tym artykułem: Dokąd dobrnie WIG 20? Za i przeciw postanowiłem napisać ten wpis. Jest to wpis wyjątkowy, dlaczego? Bo giełda wtedy zrobiła DWA RAZY „psikusa” wielu inwestorom:-). W artykule postaram się odpowiedzieć dlaczego Polska giełda tak długo nie weszła w hossę.
Dlaczego Polska giełda tak długo nie weszła w hossę?: przemyślenia
1) Pamiętam tamte czasy jak dziś. Najpierw wiele osób spodziewało się, że hossa przyjdzie szybko, bo rozpoczął się cykl obniżek stóp procentowych: RPP obniżyła po raz pierwszy stopy % 1 marca 2001 r. Ale tak naprawdę hossa rozpoczęła się dopiero… dwa lata później, czyli na wiosnę 2003… i to pomimo ciągłych obniżek stóp procentowych przez RPP właśnie przez … ponad dwa lata! (wykres 1. poniżej).
2) Natomiast w 2002 roku większość inwestorów spodziewało się, że na polskiej giełdzie przyjdzie kolejna faza bessy, z nowymi minimami indeksów. Stało się tak, ale… nie w Polsce… Owszem, indeks S&P w stanach był w najlepsze w bessie, spadł kolejne kilkadziesiąt procent, ale polska giełda nie… Mało tego, był to ostatni moment do „zakumulowania akcji” bo właśnie polska giełda szykowała się do mega hossy lat 2003-2007:-) (wykres 2 poniżej). Zapraszam do zapoznania się ze spostrzeżeniami poniżej:-)
Pojawiło się więc pytanie dlaczego mega hossa na polskiej giełdzie rozpoczęła się dopiero w 2003 r., chociaż stopy procentowe były obniżane już od marca 2001 r.? (dwa lata później!).
Dlaczego Polska giełda tak długo nie weszła w hossę?: WIG i stopy procentowe
Na wykresie poniżej WIG (warszawski indeks giełdowy) kolor niebieski i lewa skala, stopy procentowe ustalane przez RPP czerwony kolor i prawa skala.
Dlaczego Polska giełda tak długo nie weszła w hossę?: dwa spostrzeżenia
1) Polska giełda nie weszła w hossę w miarę szybko po obniżkach stóp procentowych (wbrew oczekiwaniom większości) gdyż na świecie „szalała” cały czas potężna bessa 2000-2002.
Na wykresie poniżej WIG (warszawski indeks giełdowy) kolor niebieski i lewa skala, indeks S&P (500 największych spółek w USA) czerwony kolor, prawa skala:
Jak widać na powyższym wykresie Indeks S&P nie ustanowił dołka w 2001 r. (jak Polska giełda) ale dopiero tak naprawdę na przełomie 2002/2003, czyli rok, półtora roku później.
I to jest odpowiedź na pytanie Pana Heńka: Hossa rozpoczęła się znacznie później, pomimo obniżek stóp procentowych, bo na świecie bessa trwała znacznie dłużej:-)
2) Oczywiście pojawia się pytanie: jak to możliwe, że Polska giełda zachowała się inaczej niż giełdy światowe i dlaczego tak naprawdę hossa w Polsce rozpoczęła się na jesieni 2001 r.? Moim zdaniem odpowiedź składa się z dwóch bardzo ważnych „spostrzeżeń”. Oczywiście, to co zawsze powtarzam, trzeba BARDZO DOBRZE rozumieć „fundamenty” i procesy zachodzące w gospodarce Polskiej i światowej, żeby mieć „szansę” dobrze oceniać co stanie się w przyszłości na giełdzie.
Jedyną „obroną” inwestora giełdowego przed takimi „psikusami” to mieć 1) bardzo dobrą wiedzę po drugie 2) mieć bardzo dobrą wiedzę:-) pisałem też o tym tutaj: “Inwestowanie: poznaj biznes?” Poznaj biznes: Inwestowanie… Zasada nr 1: Nigdy nie trać pieniędzy; Zasada nr 2: Nigdy nie zapominaj o zasadzie nr 1; Warren Buffet
Dlaczego Polska giełda tak długo nie weszła w hossę?: podsumowanie
Wbrew powszechnej opinii polska giełda wcale nie musie się zachowywać tak samo jak „reszta” świata, a obniżki stóp procentowych czasem mogą powodować „hossę” a czasem nie… I bądź tu mądry: na razie RPP jeszcze nie obniżyło nawet stóp procentowych: “Ojcze wybacz im bo nie wiedzą co czynią?” Mam nadzieję, że większość się myli a RPP ma lepsze narzędzia analityczne niż ja… a ten pisze, że nawet jeżeli obniżą to nie wiadomo za bardzo co to oznacza dla giełdy:-)
Dokładną odpowiedź na pytanie co to za dwa ważne „spostrzeżenia” udzielam drugiego dnia podczas moich szkoleń z inwestowania na giełdzie, kiedy to poruszam ten punkt:-) 1. Analiza makro (PKB): Plan szkolenia: “Michał Stopka: Inwestor Profesjonalny”. Serdecznie zapraszam:-) tym bardziej, że cały czas trwa promocja: Uwaga: Właśnie postanowiłem zrobić promocję na moje szkolenia!. Być może te spostrzeżenia naprowadzą na ciekawe wnioski…
Oczywiście, jeżeli czytelnicy mojego bloga mają ciekawe pomysły, dlaczego Polska giełda tak długo nie weszła w hossę to zapraszam do dyskusji.











24 komentarze “Dlaczego analiza fundamentalna to klucz do sukcesu?: Jak to możliwe, że w latach 2001/2003 Polska giełda tak długo nie weszła w hossę pomimo tak długich i dużych obniżek stóp procentowych?”
08/10/2012
WasilewskiWarto byłoby chyba dorzucić do tego wykresu inflację, która mimo obniżek stóp w tamtym okresie mocno hamowała. Otoczenie relatywnie niskiej inflacji nie sprzyjało wzrostom cen na giełdzie.
Oczywiście, korelacja z SiP miała z pewnością znaczenie największe ;)
08/10/2012
HeniekMichał, jeszcze raz dziękuje za wpis:).
Powiem szczerze, że zainspirowałeś mnie i zmusiłeś do myślenia. Zadałem sobie pytanie czy można było przewidzieć w 2001r., ze S&P nie ustanowi dołka? Powiem szczerze, że nie potrafię odp. na to pytanie. Ale jeśli wiedziałbym kiedy S&P ustanowi dołek, to zakupiłbym akcje w Polsce:).
Wiem natomiast jedno. Jak przeglądałem Twoje wpisy na blogu dowiedziałem się, że PKB w Polsce jest mocno skorelowana z produkcja przemysłową. Rośnie produkcja przemysłowa, rośnie PKB (zyski firm) i odwrotnie. A wiadomo, zyski firm przekładają się na wyceny spółek na giełdzie.
Dynamika produkcji przemysłowej r/r na poziomie 0 lub ujemna była zapowiedzią rychłej hossy. Oczywiście wyjątek to 2001r., bo na hossę trzeba było poczekać ponad rok. Dlaczego? Otóż również PKB jest mocno skorelowana ze sprzedażą detaliczną (87%) i produkcją budowlaną (67%). Proszę zauważyć, że zawsze po obniżce stóp %, kwartalna sprzedaż detaliczna i produkcja budowlana były dodatnie (z wyjątkiem 2001), a więc ryzyko braku szybkiego odbicia było znikome (bo dodatnie wartości przekładają się na dodatni PKB i zyski, a nie straty firm, a tym samy wyceny spółek).
A co w roku 2001? Dopiero jak policzymy sobie sume średnich ważonych sprzedaży detalicznej i produkcji budowlanej (wagi to stopień korelacji z PKB), to otrzymujemy, że suma była ujemna, aż do Q3 2002, gdzie suma oscylowała na poziomie 0. I to wtedy była zapowiedź do zakupu akcji i rychłej hossy:).
Chętnie usłyszę inne opinie:)
08/10/2012
Michał StopkaTo ja dziękuję za pomysł:-)
Tak sobie jeszcze myślę, że warto byłoby zestawić wtedy PKB r/r dla Polski i USA, bo o ile dobrze pamiętam, najlepsze jest, że PKB Polski osiągnęło chyba dołek parę kwartałów wcześniej niż USA osiągnęło dołek na PKB
08/10/2012
Michał StopkaI rzeczywiście dynamika na produkcji przemysłowej r/r poniżej zera oznaczała hossę na giełdzie (podchodząć konserwatywnie koniec bessy).
Bardzo dobra spostrzegawczość:-) Też to kiedyś zauważyłem
08/10/2012
HeniekDziękuje:).
Jednak był jeden wyjątek – dynamika kwartalnej produkcji przemysłowej r/r była ujemna w Q2 2001, a hossa pojawiła się rok później:). I wtedy trzeba jeszcze spojrzeć na sprzedaż detaliczną i produkcję budowlaną:).
Podsumowując, dzięki temu blogowi zacząłem się zastanawiać nad najlepszym timingiem dot. wejścia na giełdę. Jeszcze raz dzięki Michał!
09/10/2012
Michał Stopka:-)))
Mam jeszcze takie spostrzeżenie, że z timingiem trzeba jednak bardzo uważac, bo zobacz co masz do ugrania a co do stracenia: Jeżeli masz rację kupisz akcje parę procent niżej (to Twój zysk z „timingowania), ale jeżeli się pomylisz stracisz kilkadziesiąt procent no bo nie będziesz miał akcji podczas wzrostów…. (to Twój koszt). Jak tak sobie pomyslisz, to nie wiem, czy gra jest „warta świeczki”. Oczywiście „przyjemnie” jest czasem trafić „idealnie” w punkt, ale jezeli myślisz o zarabianiu na giełdzie, „przyjemności” nie mogą przysłaniać celu:-)
Bo zobacz co jeszcze się dzieje, jak nie kupisz „w dołku”: kurs odjeżdża, masz nadzieję, że jeszcze powróci. Jak nie wraca, tracisz ileś tam % bo nie masz tych akcji i… w końcu albo wogóle nie wchodzisz (rok, dwa?) albo pękasz i wchodzisz po zdecydowanie wyższych poziomach. Tracisz w ten sposób znaczną część ruchu i zysku. Daj boże, żeby jeszcze potem nastąpił ruch dalszy, bo wiele osób tak długo czeka, że wchodzą prawie na samej górce.
Dlatego też ja osobiście koncentruje sie na dwóch pytaniach:
1) Wzrośnie czy spadnie
2) Jak bardzo
Na obydwa pytania można dosyć precyzyjnie odpowiedzieć, szczególnie dokonując wyboru spółek.
Jeżeli mam odpowiedź wzrośnie/spadnie i zakładam, że ruch bedzie duży i dynamiczny, jedyne co ma zanczenie, żeby uczestniczyć w nim. Pozostałe sytuacje mnie nie interesują (wzrośnie/spadnie trochę). A w takim wypadku czy zarobię kilka % w tą czy w tamtą na „timingu” nie ma dla mnie znaczenia. Szukam naprawdę dużych, kilkudzisięcio procentowych i większych ruchów. Czy to możliwe? Jak właczysz wykres praktycznie każdej spółki, czy nawet indeksu, takich ruchów jest sporo. Trzeba tylko mieć wiedzę, skąd się biorą i czy w danej, nowej sytuacji, z Towich przemyśleń wychodzi, że tym razem mamy do czynienia z podobną sytuacją.
Ale to tak tylko, moje przemyślenia na temat timingowania:-) Czasem się udaje, czasem nie, ale na końcu liczy się zarabianie
09/10/2012
PassengerPolecam świetny głos w tym temacie – wpis Pana Grzegorz Nowaka z 2008r.
http://amerbroker.pl/?go=content&action=show&id=143
09/10/2012
Michał StopkaCiekawe, ciekawe:-)
Jak widać człowiek „myślący” może dojśc niezależnie do tych samych wniosków bo parę miesięcy później (kwiecień 2009) doszedłem do podobnych wniosków na temat zależności PKB i WIGu oraz ZATRUDNIENIA, z tym, że dokładniej to opisałem: http://www.michalstopka.pl/ciekawe/gielda-i-pkb/
Cytowany wpis i parę innych, moim zdaniem też dających do myślenia umieściłem w „zakładce”: Ciekawostki
09/10/2012
Michał StopkaZresztą tak sobie właśnie myślę, że może ktoś z czytelników mojego bloga nie zdaje sobie do końca sprawy, jaką „kopalnią” wiedzy jest mój blog:-), dlatego robię „tematyczne” Ebooki, żeby można się było z nią łatwiej zapoznać na początek: „Do pobrania”. Jeżeli kogoś wciągnie, warto jeszcze doczytać pozostałe artykuły stąd: „Spis treści” Miłej lektury:-)
09/10/2012
HeniekMichał,
Jeśli chodzi o timing to po dłuższej chwili namysłu muszę przyznać Ci rację:).
Rzeczywiście lepiej być na rynku w momencie, kiedy spodziewamy się hossy po bessie. Jedyna rzecz, która nie dawała mi spokoju to ostatnio omawiamy przez nas rok 2001r., kiedy to trzeba było poczekać prawie 2 lata po pierwsze obniżce stóp %, żeby straty się zniwelowały:). Alternatywnie zarobiłbym na lokacie powiedzmy 10%, ale w kolejnych latach zwrot był naprawdę duży z inwestycji na giełdzie.
Dzięki jeszcze raz ciekawe wnioski.
09/10/2012
Michał Stopka:-)
Co do zasady powyższe rozumowanie z timingiem wydaje się słuszne. Dlatego też strategia „absolute” return nie sprawdza się za bardzo w praktyce, pisałem o tym kiedyś tutaj: http://www.michalstopka.pl/statystyka-jest-nieublagana-czyli-jezeli-strategi-ma-bledy-predzej-czy-pozniej-nieunikniona-jest-duza-strata/
Oczywiście mówimy o strategii, że w danej sytuacji nie mylimy się co do kierunku rynku.
No bo jeżeli się mylimy i rynek jednak spadnie to wtedy będziemy mieli lepszy zysk (mniejszą stratę) o te kilka % dzięki zakupom niżej:-)
09/10/2012
HeniekA zatem wniosek też jest taki, że nie warto od razu inwestować całej kwoty przeznaczonej na inwestycje (akcje):).
Czyli należy podzielić kwotę i np. 3/4 zainwestować od razu, a resztę jak zobaczymy co dzieje się na rynku. W razie spadków, straty będą niższe (cena zakupu niższa, tym samym wieksze potencjalne zyski po odbiciu w górę:)).
09/10/2012
Michał StopkaWiesz co? Powiem szczerze, że wolę selekcję spółek.
W przypadku selekcji spółek możesz mieć kilka pozycji na raz. Nawet jeżeli na jakiejś się mylisz, to na pozostałych pozycjach możesz zarabiać. I z całego kapitału powienieneś mieć w trochę dłuższym terminie pozytywną stopę zwrotu.
Makro jest fajne, bo masz tylko jeden rynek do analizowania, ale nie można za bardzo zdywersyfikować pozycji (no chyba, że przez dzielenie kapitału, ale to nie dywersyfikacja). Jak masz rację to zarabiasz jak nie to tracisz. Jest to „zero jedynkowe”. I koniec.
Nawet jeżeli jesteś dobry z analizy makro, to statystycznie musisz się też mylić. Problem w tym, że hossa/bessa pojawia się co parę lat… I co z tego, że za parę lat będziesz miał rację, jeżeli akurta tym razem się pomylisz? Tracisz kasę (lub nie bierzesz udziału w ruchu) i tyle.
No ale, że wszyscy chcą analizę makro na pierwszym miejscu to ja też się w to bawię:-) A właściwie zacząłem od analizy makro a później zacząłem też bawić się w selekcję (głónie w pracy zawodowej).
Dzięki temu, że znam się na makro, jest mi łatwiej też w selekcji spółek.
Ale co do zasady i „logicznego myślenia” sama analiza makro jest mało bezpieczna, lepsza jest moim zdaniem selekcja spółek, która może dawać takie same wyniki a jednocześnie można mocno ograniczyć ryzyko straty przez dywersyfikację pozycji w tym samym okresie czasu.
09/10/2012
Michał StopkaA no i jeszcze jedna bardzo ważna sprawa:-)
Jak się zastanowisz, w analize makro każdy chce się bawić, każdy analizuje informacje z tym związane, więc rynek przyciąga zarówno „najmądrzejszych” jak i pewnie jest bardziej efektywny
Natomiast selekcja spółek jest trudniejsza, nudniejsza i nie przyciąga tyle osób, więc moim zdaniem jest tutaj również z tego powodu łatwiej. Rynek jest po prostu mniej efektywny z tego powodu i można znaleźć łatwiej okazje inwestycyjne
09/10/2012
HeniekOczywiście zgadzam się w pełni. Ja zaczynam od makro, bo wtedy mogę znaleźć potencjalny kierunek giełdy (niestety tak jak napisałeś mogę się mylić raz na jakiś czas i wtedy tracę kapitał, łamię zasadę Buffeta nr i 2:)). Nie mam wiedzy jeszcze takiej, która pozwalałaby mi na zakup odpowiednich akcji w każdym momencie, szczególnie wtedy kiedy wiem, że PKB będzie spadać, co przełoży się generalnie na np. spadek WIG 20 czy WIG. Innymi słowy nie wiem jeszcze które akcje zakupić:), które będą się zachowywać lepiej niż podstawowe indeksy:) w okresie bessy. Tak jak napisałeś Michał, zapewne analiza poszczególnych rynków w okresach spowolnienia/ wzrostu gospodarczego + poszczególnych spółek przyniesie lepszy efekt – dużo pracy przede mną:)
Dlatego skupiam sie na makro. Oczywiście drugi etap to selekcja spółek, najlepiej powinny być takie, które, historycznie zachowywały się lepiej niż indeksy (benchmark) w okresie ostatnich 10-12 lat po pierwszym spadku stóp %. I oczywiście dywersyfikacja, chociaż opierając sie tylko na PKb w razie spadków to żadna dywersyfikacja, bo spada na wartości cały portfel:)
Pojawia się pytanie jak poznać spółkę, której cena będzie rosła w każdym momencie (nawet jak indeksy będą mocno spadać – bessa :))?
09/10/2012
Michał Stopka:-)))))))))))
Niestety w czasie bessy spada prawie każda spółka, tak, że wybierając selekcję trzeba się z tym pewnie po prostu pogodzić co do zasady.
A może i nie niestety, bo najlepszą okazją do zakupu dobrych spółek jest właśnie bessa:-) Ich kursy spadają, trzeba „tylko” wiedzieć, które spółki wtedy warto kupić.
Chociaż znowu powiem Ci szczerze, że znowu to wszystko nie jest takie prost w Polsce. Mamy tak małą gospodarkę i tak otwartą, że wpływają na nią mocno różne czynniki. Czynniki które np. w USA czy Europie nie muszą być wogóle brane pod uwagę i np. można skupić się tylko na strategii firmy czy zarządzie.
Niestety u nas, z doświadczenia widzę, że nieraz same zarządy po wynikach kwartalnych nie są w staniw wtłumaczyć się dlaczego w danym kwartale mieli duży popyt czyl lepsze zyski a w innym okresie gorszy popyt czy wyższe koszty a przez to zyski:-(
Nie chcę, żeby zabrzmiało to jak kryptoreklama, ale ja kilka takich czynników odkryłem w Poslce (całkowiecie niezależne od spółki i zarządu) i wspominam też przy okazji na moich szkoleniach. Zresztą część z nich pojawia się też gdzieś w moich wpisach na blogu.
Chodzi mi o to, że w Polsce bardzo trzeba uważać ze stosowaniem w praktyce wielu „złotych” myśli z książek (skądinąd mądrych książek).
Niestety tak po prostu jest.
I powiem szczerze, że te czynniki to nawet nie powodują, że jakoś dzieki nim można bardzo zarobić. Bardziej nie stracić pieniędzy.
Po drugie po prostu rozumieć skąd biorą sę przychody i zyski firm, chociaż zarząd często nie ma zielonego pojęcia, bo „siedzi z nosem w biznesie” a nie zastanawia się skąd się biorą dynamiki przychodów czy zysków r/r/. Co jest bardzo ważne w przypadku inwestorów giełdowych, ale co obchodzi tak naprawdę zarząd:-(
09/10/2012
Michał StopkaA no i jeszcze jedno jak tak się rozpisałem:-)
Typowe wydanie inwestowania w wartość BUffeta to całkowite pominięcie analizy makro:-) Mówi, że to strata czasu, bo warto tylko skupić się na analizie biznesu i jego perspektyw rozwoju. A i wogóle o analitykach „makro” mówi, że to bufony, że tracą czas, biorą pieniądze i nic z tego pożytycznego nie wychodzi.
Przejrzyj Ebook o metodach wyceny: DCF, zrozumiesz o co chodzi:-) : http://www.michalstopka.pl/do-pobrania/
09/10/2012
HeniekOk, przymierze się jeszcze raz do DCF-u, aczkolwiek jest tam dla mnie zbyt dużo zmiennych które zakładamy sami – w zasadzie zawsze można wycenić spółkę tak jak chcemy:).
09/10/2012
Michał StopkaI to jest powodem, dlaczego kursy tak się zmieniją na giełdzie!:-) Czasem PKB (i nastrój) jest super to z DCF wychodzą wysokie kursy, a jak jest na odwrót i pesymizm to niskie…
Chociaż znowu musze zrobić aluzję:-)
Akademicy (i ludzie) mają tendencję to utrudniania sobie życia i dlatego ten DCF wydaje się, że ma tyle zmiennych. Na moim blogu a przez to i ten Ebook to jest jeszcze w miarę prosty, bo starałem sie go pisać prostym językiem. Jak weźmiesz jakąkolwiek książkę czy też zobaczysz na przeciętny wykład to jest tam masa paplaniny, którą teraz po paru latach praktyki rozumiem. Ale początkująca osoba? Nie ma szans, też tak miałem na początku.
Ale od tamtego czasu, kiedy robiłem te wpisy o meotdach wyceny w 2007 r., prawda jest taka, że wiem, że spokojnie można zastosować „zasadę pareto”, jak zresztą we wszystkim w życiu (w innych aspektach inwestowania też): 80% zasad DCF można olać, bo nie mają dużego znaczenia. Tylko właśnie „zaśmiecają” istotę DCF. Liczy się tylko 20% tego co zostaje.
Wiesz jaki jest najpiękniejszy moment moich szkoleń? To ten, jak zaczynam omawiać metody wyceny. Zawsze zaczynam od DCF. Po kilku slajdach i dosłownie dwóch trzech miunutach widzę jak ludziom ROBIĄ SIĘ WIELKIE OCZY:-) A ja mówię „I tutaj właściwie możnaby zakończyć wszystkie wywody o wycenie na giełdzie i skąd się bierze bieżący kurs giełdowy”.
Oczywiście jeszcze potem są kolejne slajdy, bo trzeba jeszcze parę spraw wyjaśnić, ale to już kwestia wtórna. Kluczowe jest te 2-3 minuty na początku, kiedy ludzie uświadamiają sobie że to jest banalnie proste.
Za parę lat ta wiedza będzie powszechnie znana w Polsce tak jak jest np. w USA (mam nadzieję, że trochę się do tego przyczynię). Podobnie jak kiedyś ludzie w komunustycznej Polsce nie rozumieli za bardzo o co chodzi z wolnym rynkiem czy lokatą w banku na 5% w skali roku. Teraz nawet dziecko wie o co chodzi…
Ale i przez to pewnie wiele okazji inwestycyjnych się skończy, bo rynek będzie bardziej wyedukowany
10/10/2012
HeniekOk, zamierzam wrócić zatem do DCF-u i zgłębić temat:). Jak pojawia się jakieś pytania, będę prosił o wyjaśnienie:).
Spróbuje znaleźć te 20% najważniejszych czynników:)
10/10/2012
Michał StopkaChętenie odpowiem i pomogę:-)
10/10/2012
exnergyJa też jestem wyznawcą Pareto ;) – bo to naprawdę działa, szkoda, że w 90% polskich firm marnuje się te 80% energii ;)
10/10/2012
exnergyKrążycie Panowie wokół tego banału „że giełda wyprzedza gospodarkę itp.”.
No dobrze, ale:
A)dlaczego giełda miałaby wyprzedzać gospodarkę, lub miałaby zachodzić jakakolwiek zależność natury przyczynowo-skutkowej w tej materii? Czy aby przypadkiem nie pojawia się coś w stylu „curve-fitting”?
Jeśli giełda miałaby wyprzedzać gospodarkę, to znaczy, że jej uczestnicy mieliby takową zdolność – do prognozowania bardzo wręcz idealnego – przyszłych stanów makro… A więc musieliby to być profesjonaliści… o bardzo szerokiej wiedzy.
B) Jakie motywacje skłaniałyby tych osobników do zajmowania dużych pozycji. Jak by to robili,zeby inni tego nie zauważyli…
Takie pytania naturalnie powinny się zrodzić każdemu, kto czyta wasze posty….
Co Wy na to?
10/10/2012
Passenger@energy
Giełda wyprzedza gospodarkę, czyli statystyki które je opisują (PMI, PKB, inflację, stopę bezrobocia), które to statystyki powstają post factum. Natomiast duży kapitał obecny na giełdzie ma informacje z pierwszej ręki i na bieżąco, więc reaguje szybciej.
Taka jest moja koncepcja, tak ja to widzę.