Dlaczego analiza fundamentalna to klucz do sukcesu cz.2 na przykładzie kwartalnych dynamik kursu euro i PKB Polski

11:06 am 1 Ciekawe

NAJBLIŻSZE SZKOLENIE Z ANALIZY FUNDAMENTALNEJ: więcej info tutaj: SZKOLENIA
a tu znajdują się moje najciekawsze historyczne wpisy w PDF: WPISY W PDF

Dzisiaj postanowiłem podać drugi przykład dotyczący tezy, że analiza fundamentalna to klucz do sukcesu (jest to kontynuacja tego artykułu: Dlaczego analiza fundamentalna to klucz do sukcesu cz.1 na przykładzie kursu giełdowego dewelopera, rynku nieruchomości oraz stóp procentowych).

Poniższy wpis to nawiązanie do artykułu: Wzrost gospodarczy Polski zależy od PKB Niemiec czy może jednak od kursu EUR/PLN?, gdzie pisałem, że paradoksalnie PKB Polski historycznie nie zależało jakoś specjalnie od tego, co działo się z PKB Niemiec (dane 2000-2008) bo kluczowy był kurs euro w relacji do złotówki.
Poniższy artykuł w dużym stopniu tłumaczy też zależności opisane w tym artykule: Zależności łączące GPW, PKB, produkcję przemysłową oraz sprzedaż detaliczną, czyli dlaczego dołek na PKB Polski był prawdopodobnie w I kwartale 2009 r., jednak tak naprawdę pokazuje i tłumaczy bezpośrednie zależności pomiędzy PKB Polski oraz kursem euro.

Innymi słowy poniższy wpis tłumaczy, dlaczego PKB Polski przez kilka kolejnych kwartałów powinno być, wbrew opinii większości, relatywnie przyzwoite. Odpowiedź jest dosyć prosta (argumenty poniżej): Mocne osłabienie złotówki wpływa na każdy segment gospodarki, nie tylko na eksport, ale też na import, produkcję a także na usługi.

Poniżej:

  • Pokazuję plik z kwartalnym PKB Polski oraz dynamiką euro rok do roku
  • Piszę, dlaczego kurs euro ma tak ogromny wpływ na PKB Polski
  • Dzielę historyczny wpływ euro na PKB Polski na dwa okresy
  • Piszę, jakie wnioski można obecnie wyciągnąć na podstawie zmian kursu euro w ciągu ostatnich kilku kwartałów
  • Na końcu robię podsumowanie, czyli piszę o PKB Polski w 2009 i 2010 roku

Plik:

kwartalne-pkb-polski_2000-2009-i-kurs-euro

  • Na wykresie pierwszym “1.PKB i Euro r_r” umieściłem kwartalną dynamikę PKB oraz kwartalną dynamikę kursu EUR/PLN (liczona jako zmiana procentowa kursu euro za dany kwartał w porównaniu do kwartału sprzed roku). Ostatnie trzy dane dla kursu euro (3,4 kwartał 2009 i 1 kwartał 2010) jest to roczna zmiana procentowa przy założeniu, że kurs utrzyma się na obecnym poziomie około 4,5.
    Podobnie trend na PKB za 2,3,4 kwartał 2009 oraz 1 kwartał 2010 jest to przykładowe PKB, jakie teoretycznie powinno się pojawić z powodu tak ogromnego osłabienia złotówki.
  • Na wykrsie drugim “2.wykres Euro” wrzuciłem kurs EUR/PLN od 2000 roku.

Na wykresie pierwszym widać wyraźną zależność kwartalnej dynamiki PKB i zmian procentowych kursu euro. Jak procentowa zmiana kursu euro była coraz bardziej ujemna, to i PKB było coraz gorsze (i na odwrót).   Zależności te widać wyraźnie w całym okresie 2000-2008. Co ciekawe na prawie 40 kwartałów, tylko 1/4 z nich była to dodatnia zmiana kursu euro w ciągu roku (2002/2004), co działało pozytywnie na PKB. Natomiast pozostałe 3/4 okresu był to czas, kiedy złotówka się umacniała “dusząc” polską gospodarkę (nawet w okresie 2006-2008 widać, że trend na PKB porusza się tak samo jak na kursie euro).

Na podstawie tego wykresu widać wyraźnie, dlaczego PKB Polski w 2001/ 2002 było tak długo słabe (pięć kwartałów “zero plus”). Bo wtedy złotówka przez kilka kwartałów była bardzo mocna a kurs euro rok do roku był ujemny (zmieniło się to dobiero w drugiej połowie 2002)

Dlaczego kurs euro ma tak ogromny wpływ na PKB Polski?

Wzrost kursu euro wpływa na wiele segmentów gospodarki a przez to na PKB:

  • zwiększa wpływy eksporterów w złotówkach a to oznacza więsze PKB
  • zwiększa eksport z Polski (wolumeny), bo polskie towary są relatywnie tańsze a to oznacza wyższe PKB
  • zmniejsza import a to powoduje większą produkcję przemysłową a co za tym idzie większe PKB (ponieważ nie kupując towarów relatywnie droższych za granicą konsumenci i firmy zmuszeni są “przerzucić się” na polskie produkty, np. zamiast kupować opony do samochodu produkowane w Korei, kupią opony produkowane w Polsce, zamiast kupić meble z importu kupią meble krajowe, zamiast kupić ryż  kupią ziemniaki)
  • Kurs euro wpływa też na wiele usług, np:
    - konsument zamiast wyjechać na narty w Alpy wyjedzie w polskie góry;
    - zamiast uczyć się w szkole językowej w Londynie będzie się uczył w Polsce;
    - firma zamiast zrobić szkolenie za granicą, zrobi je w Polsce;
    - podobnie np. zagraczni turyści przyjadą do Polski, bo będzie to relatywnie tańsze niż przy mocnej złotówce;
    -  zagraniczni konsumenci np. będą też kupowali polskie samochody i inne polskie produkty i usługi
  • Zagraniczni inwestorzy zainwestują w Polsce, np. w mieszkania (np. dla Amerykanów przy obecnym kursie USD ceny mieszkań są niższe o wysokie kilkadziesiąt procent)

Historyczny wpływ euro na PKB Polski można podzielić na dwa okresy:

  1. W okresie spowolnienia PKB w Polsce i na świecie w latach 2000-2003 osłabienie złotówki przekładało się z opóźnieniem na PKB (około dwa kwartały).
    Dlaczego tak się dzieje?:
    -
    przy początkowym osłabieni złotówki istnieje niepewność, czy to trwały trend, potrzeba pewnie właśnie paru miesięcy, aby ludzie przekonali się do nowych kursów euro i podjęli nowe decyzje biznesowe;
    - przy spowalniającej gospodarce wiele firm ma zapasy towarów (z importu), których muszą się pozbyć, zanim złożą nowe zamówienia w Polsce a nie za granicą;
    - w usługach, jeżeli ktoś np. zapłacił za szkołę językową czy wycieczkę w połowie 2008 (przy mocnej złotówce) musi minąć parę miesięcy, zanim w cennikcha pojawią się nowe, mniej korzystne ceny a klienci przerzucą się na Polskie usługi
    - eksporterzy potrzebują czasu, aby renegocjować kontrakty przy lepszym kursie złotówki;
    - potrzeba czasu na zebranie nowych zamówień, co nie następuje szybko, bo jest spowolnienie za granicą
    - wielu nowych potencjalnych klientów “testuje” produkty i usługi z Polski, nawet kilka kwartałów, zanim zdecyduje się na większe zamówienie
    - potrzeba kilku kwartałów, zanim polskie firmy zostaną “polecone” innym zagranicznym “zaprzyjaźnionym” firmom;
  2. W okresie relatwynie wysokiego PKB w Polsce i na świecie w latach 2004-2008 kurs euro przekładał się natychmiast na to, co działo się z PKB.
    Można to wytłmaczyć np. tak:
    -  moce produkcyjne są wykorzystane w znacznym stopniu, więc zmiana na kursie euro nie powoduje specjalnych zmian na wolumenach produktów i usług (zwiększanie zdolności produkcyjnych jest zazwyczaj dopiero w trakcie, więc wolumeny nie zmieniają się mocno).
    W konsekwencji głównym czynnikiem wpływającym na PKB jest w dużej mierze tylko kurs euro, czyli mniejsze/większe zyski firm wynikające tylko z kursu wymiany;

Jakie wnioski można obecnie wyciągnąć na podstawie zmian kursu euro w ciągu ostatnich kilku kwartałów:

  1. Polskie PKB jest w okresie spowolnienia, w dużej mierze jest to zasługa bardzo mocnego umocnienia złotówki na przełomie 2007/2008
  2. W okresie spowolnienia wpływ euro na PKB jest przesunięty o około dwa kwartały, więc PKB za 1 kwartał 2009 w wysokości +0,8% to efekt minimum na euro z 3 kwartału 2008… kiedy to euro spało o -11% w ciągu roku (nie mówiąc już o dolarze i imporcie z Azji, który “zażynał” wiele segmentów Polskiej gospodarki, bo dolar spadł o kilkadziesią procent rok do roku)
  3. Jak widać z danych, minimum na walutach było w III kwartale 2008, a w 4 kwartale 2008 kurs euro już wzrósł o +3%, stąd też w cytowanym już artykule pisałem, że dołek na PKB mógł być już nawet w I kwartale2009 (przesunięcie o dwa kwartały minimum na euro z 3 kwartału 2008 daje minimum na PKB w I kwartale 2009). Tezę taką potwierdzałoby minimum na produkcji przemysłowej właśnie w I kwartale i całkiem przyzwoite dane za II kwartał 2009.
    A jak już pisałem dobre dane o produckji przemysłowej to sygnał, że euro działa też pozytywnie na pozostałe składowe PKB za drugi kwartał 2009
  4. W I kwartale 2009 euro poszło do góry o +25% rok do roku, więc PKB w III kwartale 2009 powinno być już relatywnie bardzo dobre
  5. Przy obecnym kursie euro PKB Polski powinno być też dobre w IV kwartale 2009 jak i I kwartale 2010 (bo przesunięcie efektu euro o dwa kwartały)

Podsumowanie:

Tak więc wygląda na to, że PKB Polski w 2009 będzie relatywnie dobre bez względu na to, co dzieje się z innymi gospodarkami poza granicami Polski.

Ponadto, prędzej czy później, przyjdzie odreagowanie w gospodarce światowej, co spowoduje, że co prawda za jakiś czas przestanie działać pozytywny “efekt euro” ale wtedy, przy obecym kursie euro, powinny się pojawić nowe wolumeny w eksporcie (nowe kontrakty), a w efekcie PKB Polski za 2010 powino być już całkiem przyzwoite:-)

5 Responses

  1. Mateusz Says:

    Witam,

    Panie Michale w pełni się z Panem zgadzam jeśli chodzi o ścieżkę myślenia tzn. wpływ osłabienia złotówki na poprawę koniunktury w Polsce poprzez ożywienie eksportu i skierowanie popytu z produktów importowanych na wyroby krajowe – w części jakiej jest to możliwe. Również sam pomysł porównania dynamiki EURPLN i PKB Polski i Niemiec zasługuje na wielkie brawa. Prosta, zrozumiała i wygląda na to, że trafiona zależność, ale zawsze jest jakieś ale .. prawda :)
    Przejrzałem dane Niemieckiego Urzędu Statystycznego zaczynając od “fajnej” mapki – nawiasem mówiąc szkoda, że Nasz GUS nie robi takich pięknych zestawień http://ims.destatis.de/aussenhandel/Default.aspx – i zobaczyłem tam, że pomimo rosnącej wartości złotówki udział Polski w wymianie handlowej Niemiec rósł, osiągając 4% w 2008r. Oczywiście to bardzo dobrze i należy mieć nadzieję, że przy spadającym złotym Niemcy zechcą jeszcze więcej od Nas kupować, jednak mam pewien dylemat. Suma summarum zakłada Pan, że PKB nie będzie już spadał w kolejnych kwartałach, bo nie grozi Nam ujemny eksport netto i wzrośnie popyt krajowy, po części poprzez mniejszy wzrost bezrobocia. Nie uważa Pan, że trochę bardziej wygląda to na życzenie niż suche realistyczne podejście?
    Moje całkowicie odmienne zdanie częściowo bierze się z tego, że kilku znajomych, jeszcze z czasów podwórka, niedawno straciło pracę, ponieważ dwa niemieckie zakłady pracy zamknęły swoje zakłady przenosząc, zgodnie z “zaleceniami” lokalnych władz, produkcję do swojego kraju, ale też z przekonania, że jednak handel międzynarodowy znów zamiera. Dalej drążyłem niemieckie dane i dotarłem do ich miesięcznych wartości eksportu i importu. Jeśli chodzi o dane nie wyrównane sezonowo to dno niemieckiej wymiany handlowej podczas poprzedniego kryzysu było w maju 2002r. a szczyt w październiku 2001r. Łącznie import spadł wtedy o 16% a eksport o 12% (dla danych wyrównywanych sezonowo były to troszkę inne okresy Imp maj02/sie01 -10% i Exp maj02/sie01 -6%) a Eurodolar oscylował w okolicach 0.9 i zbierał się do 7 letniego marszu. Teraz, znaczy w kwietniu 2009r., poznaliśmy jak na razie (!) najniższy odczyt i był on w stosunku do zeszłorocznych szczytów niższy o ok 25% dla importu i o 27% dla eksportu – trochę przyspieszam :) Szczerze to nie wiem czy dla ich import z Polski również tak spada, bo Nasz GUS podaje dynamikę eksportu do Niemiec w okresie I-IV 2009r. na poziomie lekko wyższym niż rok temu.
    Zmierzam do tego, że o ile zależność Eurpln spisała się na początku XXI stulecia, to niekoniecznie musi się stać tak teraz. Niemcy potrzebują słabego Euro – w stosunku do dolara. Wiadomo, że to oznacza dalej słabnącego złotego, czyli kolejną cegiełkę do wzrostu PKB w Polsce na koniec tego i przyszłego roku. Szczerze, to chciałbym tego, ale z tego co czytam i słucham to nie po to każdy rząd pompuje w swoją gospodarkę tyle pieniędzy, żeby mieli na tym korzystać inni. Przede wszystkim chcę zwrócić uwagę, że obecnie sytuacja jest dużo gorsza jeśli chodzi o handel międzynarodowy i naprawdę bliżej jej do lat 30` niż do 2002 roku.
    Co by nie mówić zależność którą Pan przedstawił jest ch… ciekawa :)

    Pozdrawiam,
    Mateusz Michał Czerwiński.

  2. Michał Stopka Says:

    Witam

    Cieszę się, że moje artykuły od czasu do czasu motywują innych do drążenia poszczególnych zagadnień i stawiania pytań w rodzaju: “No tak, ale trzeba też wziąć pod uwagę, że…”. Dzięki takim komentarzom człowiek uczy się najwięcej, a ponadto zawsze warto zobaczyć inne spojrzenie na dane zagadnienie. Dlatego, z góry wszystkim dziękuję za włączenie się w dyskusję:-)

    Zawsze jest ryzyko, że pewne zależności nie będą miały miejsca kolejnym razem. A nie będą miały miejsca, jeżeli “fundamenty”, które powodują te zależności się zmienią. Jeżeli nie, to powinny nadal mieć miejsce.

    Jeżeli chodzi o “efekt euro”, (niestety link jest po niemiecku, a niemieckiego nie znam, a szkoda, może najwyższy czas się nauczyć:-):

    Z jednej strony nie ulega wątpliwości, że obecny światowy kryzys jest znacznie poważniejszy niż poprzednie kryzysy, jeżeli jednak chodzi o Polskę i Niemcy, czy wogóle UE i Polskę, to wydaje mi się, że Polska jest w wyśmienitej sytuacji:

    1) Historycznie, jeżeli jakieś państwo miało własną walutę to korzyści z jej osłabienia były “z nawiązką” niszczone przez różne cła i limity eksportowe/importowe wprowadzane przez inne państwa. Obecnie jednak Polska jest w UE i nie ma żadnych takich barier, więc, co jest paradoksem powinniśmy bez problemu skorzystać z osłabienia złotówki i nie wiążą się z tym żadne negatywne, “odwetowe” reakcje ze strony innych państw UE, bo ich po prostu nie może być.
    Proszę zauważyć, że w latach 2001/2002 Polska nie była w aż tak korzystnej sytuacji, a “efekt euro” zadziałał.

    2) Obecne osłabienie złotówki jest dwa razy mocniejsze, niż w poprzednim cyklu, co znacznie bardziej poprawia konkurencyjność Polski, co powinno “równoważyć” fakt, że tym razem kryzys jest poważniejszy.

    3) Proszę postawić się na miejscu potencjalnej niemieckiej firmy. W obecnym kryzysie nie chodzi o to, aby obniżyć koszty o kilka procent, bo to nic nie zmienia. To jest kwestia “być albo nie być” tej firmy więc wiele firm potrzebuje ciąć koszty mocno dwucyfrowo. A takich obniżek nie są w stanie dostarczyć partnerzy ze strefy euro, ale z Polski już tak, przy obecnym kursie euro i generalnie niższych kosztach polskich produktów i usług.

    No ale oczywiście teoria, aby miała sens musi sprawdzać się w praktyce. Ostatnie dane o produkcji przemysłowej za drugi kwartał idą, jak na razie,zgodnie z założeniamia w tym artykule: Zależności łączące GPW, PKB, produkcję przemysłową oraz sprzedaż detaliczną, czyli dlaczego dołek na PKB Polski był prawdopodobnie w I kwartale 2009 r. (a nawet trochę lepiej, bo produkcja według prognoz miałab być -6,7% za maj a była -5,2%)

    Tak przy okazji to proszę zauważyć, że te dane o Polskim eksporcie do Niemiec I-IV też potwierdzają tezę, że “efekt euro” działa:-) Bo ja to możliwe, że eksport Polski jest większy niż w 2008, chociaż obecne dane wskazują, że import Niemiec tak mocno spadł? Odpowiedź nasuwa się sama:-)

    Ponadto nie rozumiem też, dlaczego jakaś firma niemiecka miałaby zamykać firmę w Polsce i przenosić do Niemiec. Przecież filia w Polsce musi produkować znacznie taniej niż w Niemczech (szczególnie przy obecnym kursie euro), więc przeniesienie produkcji do Niemiec tylko pogorszyłoby ich koszty.
    Zamknięcie firmy miałoby sens, jeżeli ta filia w Polsce, z jakichś powodów ponosiłaby straty w Polsce, wtedy jej zamknięcie ograniczałoby straty firmy matki.
    Ale oczywiście każdą sytuację należy analizować oddzielnie, a tutaj nie mam odpowiednich danych.

    Co do umocnienia się eur/usd od 2001 roku, to paradoksalnie to też było korzystne dla Polski:-) Bo od tamtego czasu co robią niemieckie firmy? Ano szukają za wszelką cenę oszczędności aby taniej produkować… A kto dostarcza od tamtego czasu oszczędności firmom niemieckim?Pytanie retoryczne:-)…

    A tak naprawdę, to wydaje mi się, że “efekt euro” i zwiększenie eksportu działa trochę bardziej w dłuższym terminie (kilka kwartałów) a tak naprawdę najważniejszy jest efekt odcięcia popytu wewnętrznego od relatywnie taniego importu. A to powoduje, że chcąc nie chcąc klienci muszą kupować od producentów krajowych (oczywiście to co jest substytutem).
    Oczywiście przesunięcie popytu z importu na kraj nie musi być jakoś bardzo mocne, ale wystarczy, aby dynamika PKB się poprawiła o te kilka procent.

    Pozdrawiam

  3. adam Says:

    Analiza ciekawa jak zwykle.

    Dla porównania – świeże opinie MF są bardziej pesymistyczne:
    http://beta.biznes.onet.pl/do-polski-nadchodzi-zalamanie-inwestycji-i-eksport,18490,3018126,1,news-detal

    Jedną z większych różnic widzę w ocenie konsumpcji i zakupu towarów przez firmy – MF idzie raczej w kierunku “zamiast wyjechać na narty, zostanę w domu”, “szkolenie zorganizuję jak będzie po kryzysie” a w zagranicznej firmie “towaru, nawet z Polski, nie kupię, bo już nie mam za co”.

    Jakie dane możemy zanalizować głębiej, żeby sprawdzić, które z opinii są bliższe realiom? Może spróbuję spojrzeć na nastroje konsumenckie / przedsiębiorców.

  4. Michał Stopka Says:

    Witam:-)

    No jak to bardziej pesymistyczny, chyba staje się coraz bardziej optymistyczny? Przecież MFW już zaczął podnosić prognozę PKB Polski do wspomnianych -0,5%, bo w kwietniu (zaledwie dwa miesiące temu!) był bardziej pesymistycznie nastawiony i prognozował recesję na poziomie -0,7%.
    To są dopiero “Analitycy” przez duże “A”:-). Jeszcze na jesieni 2008 prognozowali +3,8%:-)

    No ale nie ma się co dziwić, jak wskazują badania, “ekonomiści jako całość” zazwyczaj są bardzo dobrym “antywskaźnikiem” tego co się wydarzy z PKB. Robiąc dokładnie “na odwrót” wyszłoby się lepiej niż słuchając tego, co “prognozują”. Dlatego też nie ma co się przejmować takimi prognozami:-) (zresztą w kwietniu również Komisja Europejska przebiła MFW i dała PKB Polski w 2009 -1,7%, to są dopiero pobożne życzenia).

    Oczywiście od czasu do czasu zdarzają się wybitni ekonomiści, którzy mają dobre analizy, ale to jest rzadkość:-)
    Jeżeli ktoś szuka “wiarygodnych” i dobrych prognoz PKB (a przynajmniej były takie historycznie) wystarczy zobaczyć na zachowanie indeksów giełdowych (zarówno kierunek zmian, czyli czy rośnie, czy spada oraz roczne zmiany procentowe), pisałem o tym tutaj: Giełda i PKB

    Na przykład patrząc na ostatnie zachowanie giełdy, indeksy od dołka w lutym 2009 wzrosły do maksimum w czerwcu prawie +70%, a to jest znacznie więcej niż w poprzednich spowolnieniach w 1996, 1999 oraz 2001. W poprzednich “cyklach” mocne wzrosty na giełdzie oznaczały coraz lepsze PKB w kolejnych kwartałach, więc szanse na recesję w 2009 roku w Polsce są prawie “zerowe”:-)
    Pewnie będzie coś koło +1% a może nawet +2%.

  5. Michał Stopka Says:

    Jeszcze jeżeli chodzi o nastroje, to od marca poprawiają się: http://www.ipsos.pl/new/3_3.html

    A wogóle, to na wiosnę 2009 pesymizm był na poziomie dołków z poprzedniego cyklu, co też daje do myślenia…:-): http://www.bankier.pl/inwestowanie/notowania/macro/profil.html?id=51&size=big&type=max

    Zresztą jak widać na drugim wykresie, ludzie mają tendencję do bycia dużymi optymistami zaraza przed załamaniem w gospodarce, a pesymistami w dołku spowolnienia. Taka już natura człowieka. Stara historia:-)

    No i zostaje jeszcze ta kwestia:
    “Jedną z większych różnic widzę w ocenie konsumpcji i zakupu towarów przez firmy – MF idzie raczej w kierunku “zamiast wyjechać na narty, zostanę w domu”, “szkolenie zorganizuję jak będzie po kryzysie” a w zagranicznej firmie “towaru, nawet z Polski, nie kupię, bo już nie mam za co”.”

    Proszę zobaczyć na dane o produkcji przemysłowej czy o sprzedaży detalicznej, o których pisałem tutaj: Zależności łączące GPW, PKB, produkcję przemysłową oraz sprzedaż detaliczną, czyli dlaczego dołek na PKB Polski był prawdopodobnie w I kwartale 2009 r.
    Te procesy już w dużym stopniu nastąpiły, bo jak widać po danych, zaczęły się na przełomie 2007/2008.
    Problem w tym, że jak media już o czymś “trombią” to już wszyscy o tym wiedzą i jest już “po ptokach”. Podobnie było z optymizmem. To właśnie w 2007 media trąbiły jak to jest super z polską i światową gospodarką, jakie to “kokosy” można zbić zakładając jakąkolwiek firmę. A wtedy już właśnie “było po ptokach” i raczej należało się przygotowywać do spowolnienia w gospodarce a przez to na trudniejsze czasy.

    Podsumowując to jak z farmerami uprawiającymi truskawki. Jak jednego roku niewielu posadzi truskawki, to jest ich mało a przez to ceny są wysokie. Widząc to farmerzy na potęgę sadzą truskawki, nie zastanawiając się, że to samo robią ich koledzy. W efekcie w kolenym roku truskawek jest za dużo i ceny mocno spadają. Farmerzy “zdołowani” niskimi cenami stają się pesymistami, zaniedbują pola truskawek i … cykl się powtarza. W kolejnym okresie truskawek jest za mało, więc ich ceny idą do góry. I tak cykl się zamyka:-)
    Oczywiście mogę się mylić, ale wydaje mi się, że obecnie “farmerzy”, czyli społeczeństwo jest pesymistycznie nastawione, bo “truskawek” przez ostatni rok było za dużo i ich ceny spadły. A co będzie dalej, nietrudno się domyślić:-)

Leave a Comment

Your comment

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.