Czynniki wpływające na kurs waluty, czyli co decyduje o sile/słabości złotówki cz.3: krótki okres – oczekiwany dochód

9:11 pm 1 Ciekawe, 2 Analiza makro

Poprzednim razem w artykule: Czynniki wpływające na kurs walutowy, czyli co decyduje o sile/słabości złotówki cz.2: rząd i Bank Centralny pisałem jak zachowanie rządu i Banku Centralnego może wpływać na gospodarkę. Dzisiaj napiszę parę słów, co wpływa na kurs walutowy w krótkim terminie. Krótki termin to okres kilku kwartałów. Jak widać np. po kursie złotówki, w krótkim terminie kurs waluty może się zmieniać gwałtownie.

Po zapoznaniu się z tym artykułem polecam artykuł: Czynniki wpływające na kurs waluty cz.4: ważne są stopy procentowe czy PKB? a tym samym jaki docelowy kurs PLN/EUR?, gdzie podaję przykład moncnych obniżek polskich  stóp procentowych z przełomu 2005/2006, kiedy to złotówka się umocniła…

Poniższy artykuł opieram na cytowanej już książce w poprzednim artykule. Co ciekawe ta sama teoria (chociaż napisana bardziej przystępnym językiem) znajduje się w materiałach do ekonomii z drugiego etapu CFA (Economics str. 510-547).

Poniżej piszę:

  • Co wpływa na kursy akcji oraz kurs waluty w krótszym okresie czasu
  • Podaję przykład dla stóp procentowych w Polsce i w strefie euro
  • Piszę dlaczego ruchy waluty to odpowiedź na oczekiwane dochody z inwestycji w danym kraju, co związane jest z PKB (w książkach CFA do drugiego etapu jest fajny przykład z zachowania się $ wobec jena w latach 2000-2004. Najpierw w latach 2000-2002 dolar się umocnił, bo oczekiwano mocniejszego spowolnienienia PKB w Japonii niż w USA, natomiast w latach 2002-2004 dolar sie osłabił, bo oczekiwano szybszego wzrostu PKB w Japonii niż w USA, Volume I, str 529-530)
  • Co na podstawie tej teorii może zrobić RPP

Co wpływa na kursy akcji oraz kurs waluty:

Na początek warto przytoczyć początkowe słowa z tego artykułu: Zachowanie się kursu spółki giełdowej oraz zysku netto przypadajacego na akcję, czyli dlaczego kursy akcji spadają/wzrastają:

“(…) Patrząc na kursy giełdowe warto zwrócić uwagę, że zazwyczaj handluje się niewielką częścia z całej puli wyemitowanych akcji. Główny pakiet ma zazwyczaj inwestor większościowy, długoterminowy (oczywiście, jeżeli taki jest). Zazwyczaj inwestor taki nie dokonuje na bieżąco transakcji, bo interesują go długoterminowe dochody, np. dochody z dywidendy.
Dobrym przykładem jest tutaj np. France Telekom, inwestor strategiczny w TPSA czy Warren Buffet, dla którego giełda mogłaby być otwarta tylko raz na parę lat, kiedy dokonuje transkacji na danej spółce (pisałem o nim tutaj: Warren Buffet i analiza fundamentalna).

Tak więc kurs giełdowy, który można codziennie obserwować, jest wypadkową bieżących transakcji inwestorów. Oczywiście dokonując tych transakcji, inwestorzy uważają, że w perspektywie czasu dobrze na tym wyjdą(…)”

Co prawda powyższe słowa dotyczą kursów akcji, ale na rynku walutowym mają również zastosowanie. Bieżący kurs waluty to tylko bieżące transakcje relatywnie niewielkiej części uczestników rynku. 

W przypadku firmy, można chcieć być jej właścicielem na dwa sposoby:

  • Długoterminowo (np. co najmniej kilka lat, np. właściciel, inwestor strategiczny, fundusz emerytalny, rzadko niestety inwestor indywidulany)
    Takiego inwestora interesuje średnia stopa zwrotu możliwa do osiągania w długim terminie (głównie wypłata dywidendy+skup akcji, bo każda spółka prędzej czy później powinna zacząć wypłacać dywidendę, w przeciwnym wypadku inwestor musiałby sprzedać duży pakiet akcji a to spowodowałoby znaczne obniżenie kursu giełdowego i  mniejszy zysk)
  • Krótszy termin (max do kilku lat, ale zazwyczaj kilka kwartałów)
    W tym wypadku bardziej liczą się obecne i oczekiwane zyski, a mniej co będzie ze spółką za kilka lat. Dlaczego”? Bo oczekiwania co do zysków wpływają na bieżący kurs akcji, pisałem o tym tutaj: Zachowanie się kursu spółki giełdowej oraz zysku netto przypadajacego na akcję, czyli dlaczego kursy akcji spadają/wzrastają 
    Jeżeli ktoś inwestuje w krótszym okresie, mniej liczy się np. dywidenda a bardziej “zyski kapitałowe” ze zmian kursów akcji.
    Dla przykładu jeżeli akcja kosztuje 10 zł i wypłaci 10% dywidendy, inwestor ma 1 zł zysku. Jeżeli jednak np. jej kurs wzrośnie z 10 zł do 12, inwestor ma 2 zł zysku, czyli potencjalnie więcej, bo jest to 20%.
    Inna sprawa, że systematyczne zarabianie na “zyskach kapitałowych” to trudna sprawa, bo do wyceny akcji używa się często np. metody DCF, która jest bardzo czuła na zmiany w założeniach dotyczących np. wzrostu przychodów, marż czy np. kapitału obrotowego. Założenia te w dużym stopniu zależą od oczekiwanego PKB.

Na podstawie powyższego rozumowania można dojść do ciekawego wniosku. W okresie kwartałów liczą się oczekiwane zyski generowane przez spółki i to jest czynnik decydujący. Nie ma jednak specjalnego znaczenia wielkość zainwestowanego kapitału. Na przykład jeżeliby ktoś kupował akcje, za duże pieniądze, od szczytu hossy w 2007 roku i robił to wbrew analizie fundamentalnej to i tak nie byłby w stanie “podtrzymać” kursów akcji w dłuższym terminie. Po prostu grałby wbrew “fundamentom” a kursy akcji i tak musiałyby się dostosować do obecnych (i oczekiwanych) poziomów zysków firm. Co zresztą cały czas się dzieje razem z napływającymi informacjami.

Nie będzie wielkim odkryciem, jeżeli napiszę, że waluta danego kraju może ponownie interesować inwestorów na dwa sposoby:

  • długoterminowo (np. inwestycja w Polskie akcje, obligacje, mieszkania, biznesy co najmniej na kilka lat)
  • krótkoterminowo, czyli max do kilku lat zazwyczaj kilka kwartałów

Przykład dla stóp procentowych w Polsce i w strefie euro:

I tutaj pojawia się pytanie, co wpływa na kurs walutowy w krótszym terminie. Odpowiedź brzmi ponownie: oczekiwany dochód.
Dla przykładu, jeżeli założyć, że:

  • W Polsce i w strefie Euro oczekiwane stopy procentowe wynoszą 0% a
  • bieżący kurs walutowy wynosi np. 4 PLN/EUR, to jest to “stan równowagi” przy takich założeniach

Co jednak stanie się, jeżeli z gospodarki zaczną napływać informacje, że np. w Polsce inflacja mocno wzrasta i trzeba podnieść stopy procentowe do np. 10% w skali roku (oczywiście z inflacją może walczyć też rząd przez ograniczenie wydaktów, ale w Polsce nie jest to popularne politycznie rozwiązanie, o czym świadczy coroczny deficyt budżetowy)?

Innymi słowy pytanie sprowadza się do odpowiedzi na pytanie, ile teraz trzeba zainwestować w PLN aby osiągnąć za rok 1 EUR=4 zł (bo wiemy, że w strefie euro mamy 0% i za rok dzisiejsze 4 zł nie przyniesie dochodu z lokaty). Wiemy też, że nie może być różnicy w całkowitym dochodzie pomiędzy różnymi aktywami (odsetki+zyski kapitałowe), bo rynki są efektywne i inwestorzy szybko “eliminują” takie możliwości (przez arbitraż).

Łatwo to policzyć ze wzoru (ogóly wzór 1 dzielone przez (1+r), inaczej “stopa dyskontowa”):
4/(1+stopa procentowa)=4/(1+10%)=3,636 PLN, czyli obecnie zainwestowane 3,636 PLN na 10% w skali roku da po roku 4 PLN, czyli tyle samo co 1 EUR zainwestowane na 0%.

Kurs 4 PLN/ 1 EUR to był kurs w momecnie oczekiwanych stóp procentowych na poziomie 0% w obu krajach. Jeżeli pojawiłaby się informacja (albo takie oczekiwanie), że stopy w Polsce mają być 10% przez rok, to złotówka bardzo szybko powinna się dostosowac do nowych oczekiwań i umocnić do 3,636, czyli o +9%

Oczywiście w tym wypadku nie ma znaczenia, co o tym ruchu sądzi większość  inwestorów (może ich być nawet i 90%), czyli ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy, że za jakiś czas stopy procentowe wzrosną do 10%. Oni po prostu albo stoją z boku i nie dokonują transakcji albo po prostu są drugą stroną transakcji.
To tak jak na giełdzie. Jeżeli ktoś kupował akcje w 2007 roku, to nie zdawał sobie sprawy, co będzie działo się z gospodarką w 2008 i 2009, bo inaczej nie kupiłby akcji. Jednak ten, kto sprzedawał zrobił odpowiednią analizę i sprzedał akcje, zanim informacje o spowolnieniu/ recesji/spadku zysków spółek trafiły na pierwsze strony gazet.

Wracając do stóp %. Z upływem czasu informacja o podwyżce dotrą do “szerokiego grona” ale, aby na tym zarobić trzeba to przewidzieć w momencie, kiedy cena złotówki jest 4 zł za EUR (albo ”szerzej” powyżej 3,64) a oczekiwania stóp procentowych 0% w każdym państwie. Tutaj podobnie, jak w przypadku giełdy (Giełda dyskontuje wydarzenia w realnej gospodarce?) kurs waluty pierwszy powienien “zdyskontować” zmianę w oczekiwanym dochodzie.

Powyżej opisałem zmianę oczekiwań dla stóp procentwych z jednego roku. Pojawia się jednak pytanie, jak zmieni się kurs złotówki, jeżeli oczekiwania będą, że wyższe oprocentowanie w złotówkach będzie dostępne przez więcej lat?
Poniżej procentowe umocnienie złotówki dla różnej ilości lat: (”stopa dystkontowa” powstaje przez obliczenie takiego działania: jeden dzielone przez (1+stopa procentowa) i ten nawias do takiej potęgi jak liczba lat, w excelu to: 1/((1+r)^lata); natomiast kurs PLN/EUR po umocnieniu to: 4 zł mnożone przez stopę dyskontową.)

strefa Euro % lata Polska % stopa dyskontowa PLN/EUR  umocnienie waluty osłabienie waluty o ile % aby było 4 PLN/EUR?
0   0   4 kurs obecny  
0 1 10% 0,91 3,64 -9% 10%
0 2 10% 0,83 3,31 -17% 21%
0 3 10% 0,75 3,01 -25% 33%
0 4 10% 0,68 2,73 -32% 46%
0 5 10% 0,62 2,48 -38% 61%
0 6 10% 0,56 2,26 -44% 77%
0 7 10% 0,51 2,05 -49% 95%
0 8 10% 0,47 1,87 -53% 114%
0 9 10% 0,42 1,70 -58% 136%
0 10 10% 0,39 1,54 -61% 159%

Jak widać zmiana oczekiwanego oprocentowania w dłuższym okresie czasu może spowodować znaczne umocnienie się złotówki w stosunku do początkowego okresu, nawet o kilkadziesią procent, przy założeniu różnicy w oprocentowaniu w wysokości 10%.
Na przykład jeżeli stopa w Polsce ma być 10% przez trzy lata, to złotówka szybko powinna umocnić się z 4 zł/EUR do 3,01 czyli o 25%. Dlaczego? bo 3,01 zł zainwestowane na trzy lata na 10% da 4 zł.

Ta sama zasada działa w drugą stronę, czyli jeżeli oczekiwana stopa procentowa powróciłaby do 0% w obu państwach (a oczekiwano 10% w jednym państwie), waluta powinna się osłabić. Powyżej np. pozycja “osłabienie waluty o ile %?” w zależności od tego, ile lat w przyszłości oczekiwano 10%. Oczywiście wtedy najpierw waluta umocniła się np. z 4 zł do 2,05 za EUR, jeżeli oczekiwania były 10 % dla 7 lat. Z kolei osłabienie z 2,05 do 4 zł czyli 95%  to zmianana, przy ponownie zmienionych oczekiwaniach, czyli np., że będzie to 0% w obu państwach. Bo wiemy, że 4 zł/EUR to punkt równowagi dla 0%.

Pozostają jeszcze dwie kwestie. Autorzy książki, na której opieram ten artykuł dzielą reakcję waluty na dwa etapy

  1. Najpierw gwałtowne umocnienie waluty (np. złotówki),w efekcie uwzględnienia nowych oczekiwań a
  2. W następnym okresie następuje stopniowe osłabienie waluty tak, aby w końcowym okresie kurs PLN?EUR powrócił do 4 zł

Dlaczego ruchy waluty to odpowiedź na oczekiwane dochody z inwestycji w danym kraju, co związane jest z PKB?

Druga, ważna sprawa, to rozszerzenie analizy ze stóp procentowych na dochody oczekiwane również z innych aktywów, jak np. obligacje, akcje czy generalnie biznesy. Innymi słowy inwestorzy porównują oczekiwane stopy zwrotu z różnych aktywów w różnych państwach (porównują i inwestują pieniądze w tych państwach, gdzie spodziewają się uzyskać więcej, a wycofują z tych, gdzie oczekują mniej, jest to możliwe, bo istnieje swoboda w przepływie kapitału). A dochody te zależą między innymi od… PKB. Mówią o tym materiały CFA, Volume I, wykres i komentarz str. 529-530., pisałem o tym na początku tego artykułu.

Im wyższy oczekiwany PKB tym mocniejsza waluta danego państwa a im słabszy oczekiwany PKB tym niższe oczekiwane dochody i słabsza waluta. W tym kontekście ruchy na stopach procentowych dokonywane przez Bank Centralny są to tylko konsekwencją tego, co dzieje się w gospodarce.

Po prostu najpierw gospodarka rozwija się coraz szybciej więc inwestorzy oczekują, że w danym kraju będą wyższe stopy zwrotu, waluta się umacnia. Po pewnym czasie pojawia się inflacja, Bank Centralny podnosi stopy %, waluta nadal się umacnia. W pewnym momencie pojawiają się oczekiwania, że gospodarka spowolni, waluta zaczyna się osłabiać, po jakimś czasie Bank Centralny jest zmuszony obniżyć stopy % aby pobudzić gospodarkę i cykl się zamyka. To tak jak z cyklem hossy i bessy na giełdzie.

Paradoksalnie decyzje Banku Centralnego mogą być odczytywane jako “sygnał”, co będzie się działo z gospodarką. Jeżeli stopy są obniżane, z gospodarką będzie słabo, więc stopy zwrotu z inwestowania w danym kraju będą słabsze a w efekcie waluta się osłabia. W momencie podwyższania stóp % jest dokładnie na odwrót.

Oczywiście jak bardzo waluta (złotówka) się osłabi/umocni zależy od tego, jakiego PKB oczekiwano w początkowym okresie. Idąc tym tropem ostatnie bardzo mocne osłabienie złotówki nastąpiło dlatego, że jeszcze rok temu oczekiwano, że Polska będzie “wyspą”, której nie dotknie prawie kryzys (PKB w 2009 miało być coś koło 4 czy 5%). Stąd też umacnianie się złotówki na przełomie 2007 i 2008. Po prostu PKB Polski miało być znacznie wyższe niż reszty świata. W momencie, gdy fakty zaczęły wskazywać, że PKB będzie znacznie gorsze a co za tym idzie stopy zwrotu będą gorsze niż oczekiwano jeszcze rok wcześniej, kurs PLN zaczął się dostosowywać do nowych informacji (oczekiwań). A jeżeli oczekiwania znacznie wyższego PKB w Polsce nie dotyczyły tylko najbliższego roku, ale większej liczby lat, to i “wycena” złotówki to uwzględniała, czyli z perspektywy czasu złotówka była “przewartościowana”. A teraz oczekiwania znacznie spadły, co zgodnie z powyższą tabelką powinno osłabić złotówkę o kiladziesiąt procent.

Co na podstawie tej teorii może zrobić RPP?

W tej sytuacji RPP stoi przed dylematem, czy obniżać mocno stopy procentowe czy też może nie, ze względu na osłabiającą się złotówkę. Jeżeli wierzyć w teorię przytaczaną przez autorów cytowanych książek, tak mocne osłabienie złotówki to w dużej mierze zasługa zmiany oczekiwań dotyczących PKB Polski (mocne oficjalne cięcia prognoz PKB miały miejsce dopiero na jesieni 2008; złotówka zaczęła się osłabiać w sierpniu 2008, bo już wtedy część inwstorów zdała sobie sprawę, że PKB będzie znacznie słabsze niż oczekuje większość). Tak więc brak obniżek stóp procentowych doprowadziłby jedynie do jeszcze mocniejszego spowolnienia/recesji w Polsce a to oczywiście nie miałoby pozytywnego wpływu na złotówkę.

Ponadto jeszcze mocniejsze spowolnienie doprowadziłoby do mniejszych wpływów podatkowych państwa i zmusiło rząd do zwiększenia deficytu a to spowodowałoby, opisywany w poprzednim artykule efekt “wypychania inwestycji”, czyli znowu mniejszą konsumpcję, inwestycje a co za tym idzie PKB.( zresztą pewnie i tak rząd będzie musiał zwiększyć deficyt, chyba, że dodatkowo przytnie wydatki)

Kontynuacja tego artykułu znajduje się tutaj: Czynniki wpływające na kurs waluty cz.4: ważne są stopy procentowe czy PKB? a tym samym jaki docelowy kurs PLN/EUR?

14 Responses

  1. Marek Says:

    Czyli jeśli RPP obniży stopy% to czeka nas kolejny spadek wartości pln? Czy może jest to już wliczone w cenę?

    A jeszcze niedawo nasi politycy mówili: “Nie ma żadnych realnych powodów aby ceny akcji polskich firm na giełdzie spadały”. To samo mówili o naszej walucie. Nie wydaje się Wam że to “slepcy w labiryncie”?

    Bardzo dobry artyków, jak zwykle.
    Jak zwykle bardzo dziękuje.

  2. admin Says:

    :-))

    Jeżeli chodzi o obniżki stóp %, to jeżeli uznać, że rozumownie z artykułu jest słuszne (a na to wskazuje teoria i historia) to na kurs walutowy wpływają zmiany oczekiwań dotyczących PKB (na podstawie analizy napływających danych). Obniżki stóp procentowych to tylko konsekwencja tego, że w danym okresie z gospodarki napływają słabe dane dotyczące przyszłego PKB. Czyli obniżki stóp procentowych same w sobie nie powodują ruchów na walucie. Idąc tym tokiem rozumowania, jeżeli RPP obniżyłoby mocno stopy procentowe i pojawiły się oczekiwania, że to “ruszy” PKB, to paradoksalnie mogłoby wpłynąć na umocnienie złotówki.

    Oczywiście, tak jak wynika z poprzedniego artykułu cz.2, rząd musiałby jendocześnie kontrolować wydatki (deficyt budżetowy), aby nie pojawiły się oczekiwania inflacyjne ze względu na “pompowanie pieniędzy” z dwóch źródeł a po drugie, aby nie pojawiły się wysokie stopy zwrotu z bezpiecznych obligacji skarbu państwa, co powoduje opisywany “efekt wypychania”, czyli bankom i inwstorom nie “opłaca się” wtedy pożyczać pieniędzy firmom i klinetom indywidualnym i pojawia się efekt “wypychania”.

    Zresztą jakiś czas temu, jak forint się mocno osłabiał, Bank Centralny Węgier mocno podniósł stopy procentowe, ale praktycznie nie wpłynęło to na umocnienie się forinta, który później i tak mocno się osłabił, bo inwestorzy oczekiwali dużych probelmów gospodarki Węgier (obecnie mówi się, że PKB w 2009 spadnie coś koło -5%)

    Jeżeli chodzi o wypowiedzi polityków, to każdy zna się tylko na tym, co robi na codzień, czyli oni na “politykowaniu” (cokolwiek to znaczy:-)
    A kwsestie związane z gospodarką, giełdą czy walutą to powinna być domena ludzi, których praca (wynagrodzenie) zależy od ralizacji ich prognoz i decyzji inwestycyjnych. I to ich powinno się słuchać.
    Dlatego tak ważne jest, aby na stanowiskach związanych z tymi kwestiami byli ludzie z wykształceniem, wiedzą i odpowiednim doświadczeniem. Bo tutaj łatwo “coś zepsuć” a konsekwencje błędów mogą być bardzo poważne, np. ostatni historia z opcjami.
    To nie tak jak np. z marketingiem firmy:-) Oczywiście wiadomo, że dobra strategia marketingowa wdrożona przez odpowiednich ludzi może przynieść krociowe zyski, ale jeżeli ktoś się na tym nie zna i nie zrobi tego dobrze, to firma traci tylko potencjalne korzyści, które trudno policzyć, chociaż to jest wymierna kasa.

  3. Michał W Says:

    nono chciałem tylko zwrócić uwagę że jak marketingowcy zawalą w firmie to konkurencja może ją wykończyć w dłuższym terminie. nie samymi finansami firmy żyją! :)
    a poza tym no cóż, chyba nic dobrego nas nie czeka do końca roku. ja nadal wierzę że Polska WZGLĘDNIE będzie jednak tą wyspą i nie będzie AŻ TAK źle..
    apropos dzisiejszych newsow z Niemiec – ja to przewidziałem już jakiś czas temu, tylko o jakieś 2-3 lata się pomyliłem no… ;)

  4. admin Says:

    Źle się wyraziłem:-) Chciałem wskazać, że i w marketingu i w finansach można zrobić karygodne błędy, które mogą wiele kosztować firmę. Jednak w finansach szybko wychodzi brak wiedzy a np. w marketingu takie rzeczy uchodzą na sucho. Chociaż uważam oczywiście, że dobra strategia marketingowa to podstawa sukcesu firmy.

    Wiesz Michala, nie liczy się, kto miał rację, ale kto zarabia pieniądze:-) czyli niestety trzeba mieć rację w odpowiednim czasie:-)

    A w Polsce będzie tak, jakie sobie stworzymy warunki:-) Nikt nie odwali za nas czarnej roboty…

  5. Marek Says:

    Czyli zmiany stóp procentowych to skutek a nie przyczyna?
    Coś mi się wydaje, że RPP powinna reagować z wyprzedzeniem na zagrożenia gospodarki bo reagować na to co juz się stało to każdy g… potrafi.

    Więc oczekiwania są tu najważniejsze. A czy oczekiwania nie są (mogą) być sterowane przez np: wyceny JP Morgan: “wzrost PKB w polsce 0%”. Tak jak w “Samosprawdzających się przepowiedniach”?

  6. admin Says:

    Tak piszą w książkach i tak podpowiada intuicja:-)

    Oczekiwania są budowane na podstawie “twardych danych”, które są np. publikowane przez GUS w Polsce czy rząd, ale również inne ośrodki statystyczne na całym świecie. Zbierając te dane razem można zrobić analizę, co stanie się z Polskim PKB np. za pół roku czy rok. Jeżeli prognoza nie ma solidnych podstaw fundamentalnych to się po prostu nie sprawdzi i dane PKB wyjdzie po prostu np. znacznie wyższe, więc raczej trudno tutaj mówić o samospełniającej się przepowiedni.
    Oczywiście oni mogą mieć w tym jakiś interes, aby być pesymistycznym, ale bez twardych danych napływających z Polsk czy gospodarek światowych ich prognozy by się po prostu nie sprawdziły

    A jeżeli chodzi o RPP, no cóż jak to ktoś powiedział “ekonomia to sztuka” i trzeba być naprawdę dobrym w tym co się robi, aby stawiać dobre prognozy. Jest wiele czynników niezależnych od RPP, np. działania rządu polskiego czy zachownie innych rządów i banków centralnych na świecie, więc nie jest łatwo prowadzić politykę monetarną. Dlatego tak ważne jest aby RPP składała się z fachowców z odpowiednim doświadczeniem. Oczywiście to nie gwarantuje sukcesu, ale przynajmniej nie naraża Polski na podstawowe błędy.

  7. Marek Says:

    Dzisiaj wyczytałem, że siła nabywcza walut CHF, € i $ w stosynku do pln była zachwiana. Kursy walut wobec siebie pływają od skrajnego niedowartościowania do drugiej skrajności. W tej chwili jesteśmy w okolicach równowagi.
    Czy Twoim zdaniem jest możliwe dalsze osłabianie pln?

  8. admin Says:

    To tak jak powiedzieć, że akcje w 2001 roku w dołku bessy były niedowartościowane a w szczycie hossy w 2007 były przewartościowane:-) Historycznie łatwo powiedzieć, że coś było przewartościowane/niedowartościowane, bo wiemy, co się później wydarzyło z dochodami i w którym momencie czasu.
    Innymi słowy np. na giełdzie dołek był w 2001, bo był dołek na PKB i na zyskach spółek i w kolejnych kwartałach było już znacznie lepiej: http://www.michalstopka.pl/gielda-dyskontuje-wydarzenia-w-realnej-gospodarce/ Zyski były coraz lepsze z roku na rok aż do 2007, kiedy w cenach akcji była dalsza mocna poprawa zysków a tu… pojawiła się recesja i kryzys.
    I podobnie jak dołek bessy w 2001 roku i późniejsza mega hossa obecna bessa, zaskoczyła większość obserwatorów, bo przecież “wszyscy mówili, że…”. Nie ważne, co mówi większość. Liczą się tylko fakty oraz dane a nie opinie innych, co powinno się wydarzyć.

    Zresztą dlatego też na moim blogu staram się zgłębiać wiedzę na temat świata ekonomicznego, jaki nas otacza. A później łączyć elementy układanki, aby powiedzieć, co się może wydarzyć. Ale nikt nie ma “szklanej kuli” aby powiedział np. kurs EUR/PLN osiągnie w marcu maksimum na 6 PLN po czym spadnie do 3 zł na koniec 2009.

    To, co mi wychodziło z opisanej powyżej teorii na temat waluty wskazywało, że od wiosny 2008 znacznie wzrastał prawdopodobieństwo bardzo mocnego osłabienia złotówki, co wreszcie zaczęło się w sierpniu 2008. Wiedza wskazywała kierunek i możliwe kilkudzisięcio-procentowe osłabienie, co właśnie się realizuje i za EUR/PLN jestem sobie w stanie wyobrazić zarówno 5 jak i 6 zł, ale podanie dokładnego poziomu jest prawie niemożliwe.
    Podobnie, jak określiłem poziom zamknięcia WIG20 na koniec 2008 na poziomie 2500 czyli spadek o -28%: http://www.michalstopka.pl/najlepsza-prognoza-michal-stopka-czyli-wyniki-ankiety-dotyczacej-prognozy-zamkniecia-wig20-na-koniec-2008-r/ dla mnie nie liczyło się dokładne 2500, ale mocny ruch, czyli spadki. A jak widać, moje założenia i tak były zbyt konserwatywne, bo cały czas napływają nowe dane.

    Podsumowując, że coś jest przewartościowane czy niedowartościowane wynika z tego, jaki dochód generuje dane aktywo. Problem w tym, że chodzi o przyszły dochód a nie przeszły a tutaj istnieje szeroki wachlarz prognoz, z których siłą rzeczy większość jest błędna, bo np. za rok pojawi się jedna konkretna dana, której obecnie niestety nie znamy a tylko prognozujemy.

    Podobnie jak lokata w banku: mając 10 tyś. zł bank daje oprocentowanie nie takie jak było np. jeszcze pół roku temu 10% (1000 zł), ale np. już 7% (700 zł) a w przyszłości będzie to zapewne np. 3% (300 zł). Podejmująć decyzje inwestycyjne (zakłądając lokatę) nikt nie patrzy co było kiedyś, ale co jest teraz i oczekuje, żę będzie w przyszłości.

    Ciekawym przykładem jest np. Ukraina. Inwestorzy, którzy tam inwestowali przez ostatnie kilka lat nie oczekiwali jej “bankurctwa”, czyli niewypłacalności i braku obsługi zadłużenia. A jednak to ma miejsce. I z historycznego punktu widzenia dobrą analizą byłaby, jeżeli ktoś parę lat temu powiedziałby: “nie inwestuję na Ukrainie, bo ona zbankrutuje w 2009 r.”

    Patrząc na ostatnie kilkaset lat historii ludzkości miało miejsce wiele rzeczy, o których pewnie nie “śniło się” ludziom, którzy żyli w danym, konkretnym momencie historii. Oczywiście, my wiemy o tym, bo znamy historię i co się potem wydarzyło:-) A wniosek z analizy historii jest jeden: to ludzie (społeczeństwo) gotują sobie los, który ich potem spotyka. A to już jest do przewidzenia:-)

  9. Marek Says:

    “Obniżanie stóp % sugeruje że z gospodarką dzieje się coś nie tak” jednak w horyzoncie 18 miesięcy daje pole dla wzrostów na giełdzie.
    Zjazd na GPW zaczął się w listopadzie 2007. Cykle trwają około 2 lat więc wskazywałoby to na odbicie w pobliżu jesieni 2009.
    Media przekazują “straszne” wieści, że 56% firm chce zwalniać pracowników a nie informuje że rok czy 2 temu to samo mówiło 46% firm. Tak samo jak media nie mówią ile % firm chce zatrudniać.
    Jeśli o mnie chodzi to jakikolwiek wzrost PKB lub jego brak oznacza że obecny rok będzie co najmniej tak dobry jak poprzedni czyli bardzo dobrze. Obawiam się, że PKB może być jeszcze mniejszy przez “samosprawdzające się przepowiednie” i wstrzymywanie się przez to od inwestycji.
    Sygnał o zmianie trendu nadejdzie z USA ale jak tam ma się coś poprawić jak ci co powinni upaść są pompowani $ a jak są pompowani to nie muszą nic zmieniać? To tak jak z naszymi stoczniami, ich upadek może się przeciągać przez lata a “rabunek przyszłych pokoleń” jak powiedział jakiś kongresmen wpędzi USA naprawdę w duże kłopoty.
    Co o tym sądzisz?

  10. admin Says:

    Jeżeli chodzi o prognozy i kiedy będzie dołek… niestety nie mogę ich stawiać ze względu na pracę:-) Robię analizy przyszłości, ale na użytek mojej firmy, która mi za to płaci. Na blogu staram się opisywać teorię i przytaczać praktyczne przykłady jak tą wiedzę wykorzystać, ale do tego już każdy musi sam dorzucić “swojej analizy” i zdrowego rozsądku:-)

    Inna sprawa, że stawianie prognoz dotyczących całej gospodarki (czyli “timing”) to trudna sprawa. Trzeba mieć dużą wiedzę i doświadczenie, aby robić to tak, aby się systematycznie sprawdzało. Natomiast jeżeli chodzi o analizę samych spółek, to tutaj sprawa jest już prostsza, szczególnie w dłuższym terminie. Raczej nie jest trudno określić, jakie warunki powinna spełniać firma, na akcjach której można całkiem przyzwoicie zarobić w dłuższym terminie.

    Co do diagnozy USA, czyli firm, do których “dokłada się” z Twoich, moich, czyli naszych podatków zgadzam się w 100%. Jeżeli coś jest “państwowe” lub “niczyje” zazwyczaj jest rozkradane albo zasoby tej firmy (pracownicy, majątek, marka) jest po prostu marnowany i nie generuje zysków, jakie generuje w prywatnych rękach. Niestety taki jest ten świat. Wiele osób chciałoby, aby było inaczej, ale to tylko pobożne życzenia. Fakty i statystyki są nieubłagane.

  11. Marek Says:

    Witam, nie zrozum mnie źle, nie chciałem gotowej odpowiedzi z terminem odbicia. Chodziło mi raczej o to czy dobrze rozumuję, czy dobrze wyciągam wnioski z Twoich artykułów.

    Podążę za sugestią i skupie się na analizie spółek, mam nawet książkę Buffetta, tylko nie wiem czy czas na wszystko pozwoli.

    Jeszcze jedna sprawa, ostatnio mówi się o spekulowaniu na naszej walucie, uważasz to za możliwe czy spadek złotego to tylko reakcja rynku na wydarzenia w gospodarce i oczekiwania co do przyszłości?

    Odnośnie USA, czy sądzisz że mają szansę szybko odbić się od dna? Ich giełda cały czas w dół (więc ich PKB co najmniej 3 miesiące będzie spadał), dane z gospodarki złe, pompują $ które są nieracjonalnie wydawane, coraz bardziej się zadłużają – wzrost podatków – mniejsza konsumpcja – efekt to “przyduszona gospodarka”. Wg wiedzy którą tu nabyłem nie wygląda to dobrze.
    Czy jest możliwe odbicie Europy bez USA? Oto jest pytanie.

    Składam cegiełki wiedzy o procesach w gospodarce i jeśli mogę pozwolić sobie na sugestie to nie znalazłem artykułu opisującego w pełni rolę Obligacji. Co wpływa na ich kurs a na co one wpływają.

    Pozdrawiam, Marek.

  12. admin Says:

    Jeżeli chodzi o wnioski z artykułów, to tak teoretycznie by wychodziło:-) Natomiast w praktyce postawienie diagnozy jest znacznie trudniejsze, np. na ile kurs złotówki przełoży się pozytywnie na eksporterów (eksport to około 50% PKB) a to na PKB i jak szybko? Bo z jednej strony eksporterzy dostaną więcej w złotówkach, ale z drugiej strony spadają wolumeny. Po drugie np. kiedy i jak na gospodarkę przełoży się “pompowanie” pieniędzy w USA oraz w Europie Zachodniej (banki centralne + rząd). Dlatego timing jest taki trudny:-)

    Co do spekulacji, to powiedzenie, że to Ci “źli spekulanci” są odpowiedzialni za całe zło, które nas spotyka, pojawia się regularnie w różnych państwach przez ostatnie kilkaset lat:-) (można o tym przeczytac w wielu książkach), nie mówiąc, że np. w systemi komunistycznym tak się mówi na właścicieli biznesów.
    Jest to o tyle prosta sprawa, że obwiniając “spekulantów” nie trzeba nic nikomu udawadniać, nie trzeba nikogo złapać “na gorącym uczynku” a później udowodnić mu winę w sondzie.

    Zresztą strona, która zarabia w danym momencie nie powie: “ja nie jestem spekulantem, bo ja tylko mam wiedzę, której nie miała strona, która teraz traci”. Przecież podobnie jest z akcjami. Jak ja kupuję teraz jakąś spółkę, bo tak mi wychodzi z mojej analizy, to ktoś musi mi ją sprzedać, kto tej analizy nie zrobił (no chyba, że to ja jestem tym “jeleniem:-). Tutaj raczej nie ma sytuacji “win win”. Aby ktoś zarobił ktoś musi stracić.

    W dłuższym terminie (miesiące), na wartość danego aktywa można wpływać tylko, jeżeli mamy do czynienia z bardzo ograniczoną liczbą uczestników, którzy trzymają znaczną część rynku (wysokie kilkadziesiąt procent), jak np. państwa OPEC.
    Natomiast czy na giełdzie czy na rynku walutowym tych uczestników jest tysiące czy miliony i tutaj trudno o wywołanie ruchu, jeżeli nie ma odpowiednich danych czy fundamentalnych podstaw do danego ruchu w daną stronę. To jak z rolnikami sprzedającymi produkty rolne, tutaj trudno o sztuczne utrzymywanie cen. No chyba, że państwo ustala sztuczną cenę czy wprowadza limity, ale wtedy to przykład monopolu:-)

    Co do USA, to kolejna trudna sprawa. Teoretycznie oni mogą sobie pozwolić na sztuczne pompowanie pieniądza, bo dolar to pieniądz światowy, np. surowce są w nim podawane.
    Oni boją się deflacji, czyli mocnego spadku cen wszystkich produktów, bo to było jedną z przyczyn wielkiego kryzysu w latach 30-tych. Są bardzo mocno zadłużeni, więć spadek przychodów firm czy ludzi spowodowałby znaczny spadek wpływów podatkowych i nie mieliby z czego obsługiwać zadłużenia (spłata odsetek + wykup obligacji). Dlatego robią wszystko przeciwnie niż w latach 30-tych:-) czyli chcą wywołać inflację. Podatki owszem trzeba będzie podnieść, ale za jakiś czas, teraz boją się właśnie spadku konsumpcji. Jak im się uda, to za jakiś czas pewnie spłacą swoje długi dolarami, które będą znacznie mniej warte, czyli stracą inwestorzy trzymający obligacje amerykańskie:-) Ale na takie posunięcia mogą sobie pozwolić tylko stany, nie np. Polska, bo nie mamy pieniądza światowego.

    Na ceny obligacji wpływają podobnie stopy procentowe. W powyższym przykładzie ze złotówką można spokojnie zamienić ją na wycenę obligacji.

    Pozdrawiam

  13. Marek Says:

    Dzisiejsze dane:
    “produkcja w styczniu obniżyła się aż o 14,9% rocznie, znacznie powyżej oczekiwań rynkowych (11,4%)
    Ceny producenta wzrosły o 3% R/R – powyżej prognoz”

    “Rostowski powtórzył, że rząd jest zdeterminowany do utrzymania deficytu.”
    oraz:
    “Rząd musi pożyczyć w tym roku 155 mld zł, by móc zrealizować budżet. Te pieniądze musimy zdobyć, sprzedając obligacje Skarbu Państwa”

    Sprzedaż obligacji to nie zwiększanie deficytu?

    Zwiększanie deficytu i obniżenie produkcji to nie są dobre wieści dla PKB i GPW, prawda?

  14. admin Says:

    1) Spokojnie:-); deficyt to różnica między: przychody-wydatki i to, przynajmniej na razie w planach rządu się nie zmienia
    Natomiast te 155 mld to zadłużenie do zrolowania w tym roku, czyli z jednej strony tyle obligacji trzeba wykupić, po czym z powrotem wyemitować nowe na taką kwotę.
    To tak jak w banku debet w koncie:-) Masz np. – 10 tyś. i przychodzi termin odnowienia debetu. Jeżeli bank (tutaj inwestorzy) się zgodzi na zrolowanie debetu, to dalej masz -10 tyś. Gorzej jak się nie zgodzi, albo zarządza wyższego procentu.
    Jednak w Polsce właściciele naszego zadłużenia państwowego to w 75% inwestorzy krajowi (po 25% OFE, banki i indywidualni) a tylko 25% zagranica. Więc z odnowieniem nie będzie problemu, raczej pytanie “na jaki procent”:-)
    Zresztą to jest też powiązane z”efektem wypychania” opisywanym w poprzednim artykule.

    2) A te słabe dane o produkcji przemysłowej to rzeczywiście nie jest dobra informacja dla PKB za I Q 2009, ale pytanie co będzie się działo w kolejnych kwartałach. Obecne dane to jeszcze pokłosie mocnej złotówki oraz spadających wolumenów sprzedaży, głównie do państw zachodnich. Jednak przy obecnym kursie EUR/PLN polscy eksporterzy mogą spokojnie sprzedawać o 30% taniej i zachować taką samą rentowność jak przy EUR/PLN 3,3.

    Natomiast w cenach akcji już były uwzględnione prawdopodbnie częściowo już od października 2008. W październiku WIG spadł o -24%. Z perspektywy czasu wiadomo, że wtedy nastąpiła kulminacja “credit crunchu”, czyli banki spostrzegły się, że część firm w przyszłości będzie miała problemy ze spłatą kredytów i dla bezpieczeństwa wstrzymały w dużym stopniu kredytowanie. Było tak zarówno w Polsce jak i w Europie Zachodniej. I od tamtego czasu zmniejszają się się zamówienia dla przemysłu. Ten efekt jest przesunięty poza granicami Polski, gdzie np. w listopadzie czy grudniu nie było zamówienia do Polski, to w styczniu czegoś mniej wyprodukowano w Polsce. Stąd te dane będą przez parę miesięcy słabe, ale pytanie co później. I to pytanie zadają sobie teraz giełda:-)

Leave a Comment

Your comment

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.