Inwestowanie na giełdzie a książka “Kwadrant przepływu pieniędzy” czyli lepiej być praconikiem, samozatrudnionym, właścicielem biznesu czy inwestorem?
październik 17, 2008 9:36 pm 1 Ciekawe, 7 PozostałeTutaj znajdują się pozostałe artykuły: Spis artykułów
Dzisiaj chciałem napisać parę słów na temat książki z tytułu tego artykułu. Autorem tej pozycji jest Robert T. Kiyosaki oraz Sharon L. Lechter. Co prawda książka nie dotyczy samej analizy fundamentalnej, ale może być pomocna w odpowiedzie na pytanie… czy warto “bawić się w giełdę”. Innymi słowy może podpowiadać na co poświęcać swój czas i pieniądze w zależności od sytuacji danej osoby. Odpowiedź na to pytanie jest dosyć ważna, gdyż często giełda przyciąga osoby, które mają stosunkowo małe oszczędności i wydaje im się, że dzięki giełdzie szybko pomnożą swój majątek.
Wspomniana książka pomaga zrozumieć jak warto wykorzystać swoje zasoby (np. czas i pieniądze) aby osiągnąć niezależność finansową, czyli zarabiać znacznie więcej niż potrzebuje się wydać. Ważną sprawą potrzebną do zrozumienia tych kwestii jest odpowiedź na pytanie, jakich stóp zwrotu można oczekiwać z giełdy, co poruszyłem np. w tym artykule: Dlaczego analiza fundamentalna?.
Myślą przewodnią autora książki (zresztę, jako ciekawostka, już parę lat temu wieścił on załamanie rynku nieruchomości w USA) jest próba odpowiedzi na pytanie dlaczego na świecie są ludzie biedni i bogaci. Według R Kiyosaki na świecie obowiązują pewne zasady, które powodują, że można być bogatym lub biednym. Ludzie, którzy zadają sobie trud poznania tych prostych zasad z czasem stają się bogatymi. Z kolei ludzie biedni to ci, którzy albo nie zadają sobie trudu poznania tych zasad albo po prostu ich nie przestrzegają.
Podstawowa zasada jest taka, że biedni są ci, którzy żyją na kredyt a bogaci ci, którzy mają dochody z kapitału i unikają zadłużania się.
Poniżej piszę o :
1) Czterech typach osiągania dochodów
2) Kwocie potrzebnej do niezależności finansowej związanej z giełdą
3) Właścicielu biznesu
Cztery typy osiągania dochodów:
Autor książki dzieli możliwości osiągania dochodu na cztery “ćwiartki”, co pokazałem w pliku poniżej:
kwadrant-przeplywu-pieniedzy.xls
Generalnie zasada jest prosta, wolność finansową można osiągnąć tylko po prawej stronie, czyli będąc właścicielem biznesu lub inwestorem.
Nie jest to możliwe po stronie lewej, gdyż zarówno pracownik oraz samozatrudniony osiąga dochody w zależności od przepracowanej liczby godzin, co z góry powoduje, że dochody są stosunkowo niskie. Liczba godzin do przepracowania jest ograniczona a dodatkowo państwo opodatkowuje bardzo wysoko te dochody (w sposób pośredni i bezpośredni).
Oczywiście potoczne rozumowanie jest takie, że co prawda dochody są niskie, ale przynajmniej bezpieczne. Niestety nie jest to prawdą, bo w momencie recesji lub choroby ludzie z lewej strony tracą te i tak niskie dochody a dodadatkowo na emeryturze ledwo wiążą koniec z końcem (paradoksalnie tak jest w mniejszym lub większym stopniu na całym świecie) .
Wiele osób wpada w pułapkę, myśląc, że przechodząc z ćwiartki “pracownik” do “samozatrudniony” robi dobry interes. Prawda jest jednak taka, że w miarę jak osiąga się coraz większy sukces, taka osoba ma coraz mniej czasu na “konsumowanie” tego sukcesu (wydawanie pieniędzy) czy też spędzanie czasu z rodziną.
Tak więc aby osiągnąć niezależność fiansową warto być po prawej stronie czyli być właścicielem biznesu lub inestorem (a przynajmniej starać się być po tej stronie chociaż w części). W tym wypadku nie jest się ograniczonym liczbą przepracowanych godzin a dodatkowo podatki są stosunkowo niskie.
Kwota potrzebna do niezależności finansowej związanej z giełdą?:
I tutaj dochodzimy do sedna problemu. Jak wspominałem w artykule “Dlaczego analiza fundamentalna” w dłuższym terminie na giełdzie należy spodziewać się raczej niskich dwu- cyforwych stóp zwrotu. Nawet jeżeli zdarzają się takie okresy jak hossa lat 2002-2007 (tak naprawdę tak dynamiczne hossy zdarząją się raz na kilkanaście lat), to mając niewielki kapitał, na giełdzie nie osiągnie się niezależności finansowej. Po prostu potencjalne zyski z takich inwestycji będą stosunkowo małe, nie mówiąc już, że podczas bessy można nawet stracić znaczną część kapitału, o czym można przekonać się od lipca 2007. A bessa może trwać potencjalnie nawet kilka czy kilkanaście lat, np. w USA, jeżeli ktoś kupił akcje w ciągu ostatnich 10 lat, jest na minusie (za wyjątkiem roku 2002/2003).
Pozostaje jeszcze odpowiedź na pytanie jaka to jest ta “niewielka kwota”. Np. z 300 tyś. zł na 30% rocznie (co jest bardzo dobrym wynikiem inwestycyjnym, jeżeli ktoś jest w stanie systematycznie taki wynik powtarzać), po podatku wychodzi około 70 tyś. co daje jakieś 6 tyś. miesięcznie…
Właściciel biznesu:
Tak więc wydaje się, że mając niewielkie zasoby kapitału lepiej swój czas i kapitał wykorzystać na założenie biznesu, dlaczego – o tym poniżej. Można też obrać strategię osiągania dochodu w ćwiartce pracownik lub samozatrudniony (czyli zainwestowanie w swój rozwój), mając jednak na uwadze, że docelowo chce się być obecnym w dużej mierze po stronie właściciela biznesu lub inwestora, co oczywiście nie wyklucza pozostawania po stronie pracownika lub samozatrudnionego.
Wracając jeszcze do właściciela biznesu, tak jak niezmiernie trudno jest znacznie powiększyć mały kapitał na giełdzie, to znacznie łatwiej jest rozkręcić dzięki tym środkom biznes, a później, w zależności od wielkości biznesu sprzedać go komuś lub nawet wprowadzić na giełdę. Oczywiście odnieść sukces w biznesie nie jest łatwo, dlatego warto dobrze się do tego przygotować, również np. czytając dobre książki (parę ciekawych książek opisuję na moim blogu: książki, oczywiście “Kwadrant przepływu pieniędzy” nie podaje gotowych przepisów na dobry biznes, bo celem książki jest pokazać kilka podstawowych zasad, sposób myślenia, nad którym warto się zastanowić.).
Jednocześnie można oczywiście również pracować. Jeżeli ktoś chciałby spróbować sił jako analityk akcji, ciekawy może być ten artykuł: Jak znaleźć pracę jako analityk akcji?
Warto tutaj wyjaśnić różnicę pomiędzy samozatrudnionym a właścicielem biznesu. Ktoś jest właścicielem biznesu, jeżeli biznes ten jest w stanie funkcjonować bez jakiejkolwiek ingerencji właściciela, czyli np. właściciel może wyjechać na rok “na wakacje” i jak wrócie biznes nadal będzie funkcjonował. Jeżeli tak sytuacja nie ma miejsca, osoba taka jest w ćwiartce “samozatrudniony” z wszystkimi tego konsekwencjami, (chociaż często osoby takie mylnie uważają się za właścicieli biznesów).
Dla przykładu jeżeli ktoś jest w stanie rozkręcić biznes, który rocznie przynosi zysk netto rzędu 1 mln zł, to taka firma na giełdzie podczas hossy byłaby warta coś koło 10-20 mln w zależności od sektora (powtarzalny roczny zysk netto razy mnożnik tych zysków (P/E) z przedziału od 10 do 20). Tak więc poświęcając swój czas i pieniądze stosunkowo szybko można stać się majętną osobą będąc właścicielem firmy.
W przypadku “zainwestowania” tych skromnych pieniędzy i czasu na giełdzie, wynik byłby prawdopodbnie znacznie gorszy. A tak naprawdę przy małej kwocie pieniędzy i zazwyczaj związanych z tym dużych oczekiwań co do zysku może się to zakończyć nawet utratą części kapitału, szczególnie, jeżeli ktoś chciałby szybko zarobić na kontraktach terminowych, np. na WIG20.

październik 23rd, 2008 at 8:15 pm
Czytałem książkę i moim zdaniem Kyozace chodzi raczej o sprzedaż swojej gry, po tą samą nazwą co tytuł książki, a nie o danie wskazówek jak prowadzić własny biznes. Tymniemniej uważa on, że trzeba być po trochu w każdym kwadrancie :))
Gratuluję stronki i pozdrawiam.
październik 24th, 2008 at 7:19 pm
To, że on miał świetny pomysł na biznes to pewne:-)
Przy okazji jednak jest też z tego pożytek, bo książka daje do myślenia. Zresztą na sprzedaży “wiedzy” też można zarabiać. Czasem potrzeba ludzi, którzy mają dar przekazywania wiedzy czy “motywowania”.
Pozdrawiam
P.S.Dzięki:-)
październik 27th, 2008 at 7:52 pm
1 mln zysku z 300 tyś złotych? Całkiem wysokie ROE musiałaby mieć, albo przedsiębiorca musiałby reinwestować przez ładnych parę lat by do tego dojść, i firmę nie łatwo rozkręcić w takim tempie. ‘”Parę lat” to by z 10 pewnie średnio było albo więcej.
Jeżeli ten ktoś przez ten sam czas nie wyciągałby zysków z opisanej powyżej 30%owej inwestycji przez 10 lat, osiągnąłby 1 mln nie kiwając nawet palcem. Kłopot w tym, że 30% na giełdzie w długim terminie to raczej pobożne życzenie. Bliższe jest 10-20.
Prowadząc firmę można stracić tak samo jak na kontraktach, a nawet więcej, bo można zejść poniżej posiadanych aktywów i przez wiele lat spłacać długi, podczas gdy przy kontraktach depozyt zabezpieczający dość skutecznie przed tym chroni.
Chyba pomysły Ci się kończą na tego bloga bo powyższego wywodu nic nie wynika.
październik 28th, 2008 at 11:44 am
Witam:-)
a) Wiesz jaka jest podstawowa różnica pomiędzy giełdą a biznesem i skąd się bierze te 10-20% rocznie na giełdzie?
Różnica jest prosta. Jeżeli ktoś ma dobry biznes, “kurę znoszącą złote jajka” to na pewno znajdzie sposób na pozyskanie finansowania tak, aby w 100 % czerpać z tego zyski, nie dzielić się z nikim nimi, a jego ROE (stopa zwrotu z inwestycji) jest wtedy znacznie większa niż te 10-20%. Dopiero jeżeli z danego biznesu nie da się już dużo wycisnąć albo nie opłaca się osobiście ponosić ryzyka finansowego przez np. kredyt bankowy taki inwestor “dobrodusznie” dzieli się “super perspektywami zysków” z innnymi inwestorami przez emisję akcji.
Z faktu tego wynikają znacznie większe stopy zwrotu z fudnuszy private equity czy venture capital. Zresztą one właśnie wykorzystują np. giełdę na wyjście z inwestycji i “skasowanie zysku”. Oczywiście robią to podczas zaawansowanej hossy, kiedy emisje takie można relatywnie drogo sprzedać (stąd też podane mnożniki 10-20 P/E). A skoro emisje generalnie są robiono jak już hossa jest zaawansowana to trudno dziwić się, że póżniej nowi właściciele akcji zarabiają już tylko te 10-20% rocznie, (chociaż i tak jest to więcej niż np. lokata w banku czy obligacje skarbu państwa).
Wyjątki od powyższej zasady (wchodzenia na giełde) zdarzają się relatywnie rzadko, np. kiedy firma nie ma wyjścia, bo uważana jest za zbyt ryzykowną przez bank czy też kiedy właściciel z jakichś powodów nie chce sprzdać biznesu do PE czy VC.
Na podstawie powyższych uwag podtrzymuję moją tezę, że relatywnie łatwiej zarobić pieniądze zakładając biznes niż inwestujac go na giełdzie. Oczywiście nigdzie nie pisałem, że prowadzenie biznesu to łatwa sprawa. Do tego też trzeba się dobrze przygotować, ale to chyba jak do wszystkiego w życiu:-)
b) Sens napisania tego artykułu (i kolejnych, które nie będą dotyczyły bezpośrednio analizy fundamentalnej) jest bardzo prosty. Na polskiej giełdzie potrzeba dobrych biznesów. Może kiedyś w przyszłości spotkam się z zarządem spółki wchodzącej na giełdę, a prezes powie “Panie Michale kiedyś przeczytałem artykuł na Pana blogu, który naprowadził mnie na ciekawe wnioski…”
listopad 5th, 2008 at 10:32 am
I tego zycze Panie Michale… :D
listopad 5th, 2008 at 3:41 pm
Dzieki:-)
listopad 9th, 2008 at 11:10 pm
Naprawdę, naprawdę nie jest możliwe osiągnąć zysk 1 miliona z 300 tysięcy bez kiwania palcem. No chyba, że w lotto :)) Każdy jest ekspertem i doradcą, dopóki nie przyjdzie mu NAPRAWDĘ wyłozyć własnych pieniędzy. Znam to od podszewki, gdyż sam jestem udziałowcem i pracownikiem spółki z o.o.. Kiedy przyszło zainwestować wolałem załozyć biznes niż zainwestować na giełdzie, mimo kursu giełdowego, sporej ilości lektur i załozenia konta w onetowej grze giełdowej. Jestem dziś “samozatrudnionym” wg nomenklatury Kyozaki. A mój zwrot z inwestycji? Mój udział to 50.000 plus pożyczka dla spólki na 25 tysięcy. Działamy ponad dwa lata, a więc “zarobiłem” tam już ponad sto tysięcy. Niby niedużo, ale biorąc pod uwagę słabą branżę, kiepski produkt i nieciekawe perspektywy to i tak nieźle. No i nie straciłem na dziś szalejącej bessie (a mój wspólnik sporo utopił w “Arce”). Poza tym mimo wcześniejszych doświadczeń w prowadzeniu własnego “biznesu” dziś mogę śmiało powiedzieć, że dopiero ta firma dała mi tak popalić, że moje wyobrażenie o biznesie, podatkach, sensie pracy i inwestycjach a przede wszystkim o bankach i bankowcach okazało się kiepskie… Przychylam się do zdania Michała, że jak ktoś chce sprzedać, czyli “podzielić się” biznesem to już jest po biznesie, choć zawsze istnieje ta możliwość, że znajdzie się ktoś, kto ten biznes “uskrzydli” i zrobi z niego maszynkę do robienia pieniędzy. Ale czy to możliwe poprzez giełdę? Wątpię.
listopad 10th, 2008 at 12:55 am
Myślę, że wiele zależy też od ludzi. Po pierwsze co kto reprezentuje swoją osobą a po drugie jak jest motywowany. Jeżeli interes zarządu spółki giełdowej czy właściciela jest zgodny z interesem pozostałych akcjonariuszy, taka inwestycja może okazać się dobrą inwestycją, a giełda rzeczywiście może służyć do dynamicznego rozwoju firmy.
Oczywiście ważna kwestia to również dobra cena, która będzie do zaakceptowania zarówno przez właściciela jak i nowych akcjonariuszy.
Pozdrawiam
P.S. Życzę przejścia z ćwiartki samozatrudniony do ćwiartki biznes, oczywiście jeżeli taki jest plan:-)
luty 18th, 2009 at 3:37 am
Ja widzę sens pisania takich artykułów i prowadzenia bloga. Pomaga otworzyć oczy i zrozumieć co się dzieje z gospodarką. Sam nie mam czasu aby wgłębiać się w fachową literaturę (nie można dobrze znać się na wszystkim) ale poprzez te artykuły zaczynam trochę “łapać”. Gdyby na Wiejskiej było więcej osób które znają chociaż podstawy tego co na tych stronach nie martwilibyśmy się o nasze emerytury.
Michał robi sobie renomę, dobrzy fachowcy nie czekają długo na dobre propozycje.
Pozdrawiam i życzę powodzenia.
luty 18th, 2009 at 10:03 pm
Dzięki:-) chociaż do fachowca czeka mnie jeszcze wiele lat ciężkiej pracy:-)
Cieszę się, że mogę się podzielić wiedzą przy okazji tego jak sam się uczę pisząc bloga. No i oczywiście zgadzam się w 102% z zasadą, że nie można się dobrze znać na wszystkim i lepiej koncentrować się na swoim zawodzie, zgodnie z zasadą: “jak ktoś się zna na wszystkim to nie zna się na niczym”:-)
luty 26th, 2009 at 11:49 am
Ważny komentarz związany z tym artykułem napisałem w dziale “Książki”, znajduje się on poniżej:
“Rzeczywiście te książki pokazują inny punkt spojrzenia na te sprawy. Całkiem inne niż wynosi się z domu czy szkoły:-)
Trzeba jednak też uważać na trzy “miny”:
1) Założenie biznesu, który będzie odnosił sukces w dłuższym terminie to wcale nie jest łatwa sprawa i trzeba się do tego dobrze przygotować; sczególnie ważne jest aby nie utknąć w ćwiartce “samozatrudniony”, bo im większy sukces tym mniej czasu dla rodziny czy “cieszenie się” sukcesem
2) Nie każdy jest stworzony do prowadzenia biznesu. Myslę, że to bardziej kwestia uświadomienia sobie, że warto być w pewnym stopniu obecnym w każdej ćwiartce (np. pracownik może być jednocześnie akcjonariuszem dobrych spółek giełdowych czy współwłaścicilem jakiegoś aktywa generujacego dochody). Ponadtow warto znać wady i zalety bycia w każdej z ćwiartek.
3) No i wreszcie mając nawet bardzo dobry pomysł na binzes, warto, aby na początek nie trafić na recesję, bo wtedy nawet dobre pomysły mogą nie wypalić (popyt jest słaby a konkurenci “przyciśnięci do ściany” zbijają marże a przez to zyski). Z drugiej strony wiele osób wykłada się, bo przypadkiem trafiło na dobrą koniunkturę z jakimś tam pomysłem. “Połechtany” sukcesem nie myślą, co by było gdyby przyszło spowolnienie/recesja a przez to działa zbyt agresywnie. A przecież cykl boomu i recesji to nieunikniona część cyklu gospodarczego. Na temat tego jak czytać sygnały płynące z giełdy pisałem w tym artykule: Jak wykorzystać wiedzę o tendencjach w gospodarce na podstawie zmian indeksów giełdowych? (jest w “spisie artykułów”)”